Kategorie: Wszystkie | Dźwiękowo | Filmowo | Książkowo | Myślotok | Notes | Politycznie | Varia
RSS

Myślotok

piątek, 24 lutego 2012
Czy powroty zza światów są możliwe?


01:11, robertlotse , Myślotok
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 10 maja 2010
W poprzednim wpisie zawarłem swoją uwagę na temat pewnej pomroczności jaka rozwija się w kręgach publicystycznych i tych chórkach głosików jakie odzywają się po różnych salonikach polemizując, przedrzeźniając i mądrze prawiąc.

Teraz taki maluchny corpusik delicti ukazujący jak to dwaj dżentelmeni z pierwszej ligi publicystów, poklepując się po pleckach w 24 godziny są w stanie "przyprawić gębę" jednej pani.

Sprawa zaczyna się banalnie - od czterech zdań (dosłownie!) jakie śmiała napisać pani profesor Jadwiga Staniszkis w krótkim komentarzu dla Wirtualnej Polski.

Staniszkis napisała:

Powrót "Gazety Wyborczej" do konfrontacyjnej strategii i jątrzenia w sprawie pogrzebu prezydenta na Wawelu ma na celu sprowokowanie Jarosława Kaczyńskiego. Chodzi o wepchnięcie go w polaryzującą retorykę w stylu Jana Pospieszalskiego, co gwarantuje przegraną PiS.

i dalej:

Gdybym chciała grać tak samo brutalnie jak "GW" mogłabym zapytać, czy zdają sobie sprawę, że w dokumentach katyńskich są też zapewne nazwiska polskich komunistów z Wilna i Lwowa, którzy służyli jako tłumacze i - w pewnym sensie - selekcjonerzy przyszłych ofiar (chodzi o wypełniane przez nich "ankiety").
Wielu z tych ludzi było potem dygnitarzami w PRL. A także ojcami, teściami i przyjaciółmi rodziny.
Więc nie zaczynajmy znów wojny na trumny, bo może się okazać obosieczna!


Można słowa Staniszkis rozumieć 'na zimno' jako zwrócenie uwagi na jakieś zdarzenie z historii - owszem, jak na razie nie do końca udowodnione historycznie, a może nawet i niedowodliwe. Nie ma w tych słowach cienia personalnego ataku na kogokolwiek, jest ledwie sugestia dotycząca jakiegoś kręgu osób, pewnie już mocno zdziesiątkowanego przez biologię. Dalej Staniszkis pisze już tylko o obecnej kampanii i szansach kandydata z 3 procentowym sondażowym poparciem.

Ale można te słowa wziąć i 'na gorąco' - biorąc je personalnie do siebie o dopisując od siebie dodatkowy kontekst.

Seweryn Blumsztajn postanowił pójść tą właśnie drogą i wysmażył smaczny tekścik w sobotniej "Wyborczej"

Już tytuł tekściku ma przyciągnąć oko wiernego czytelnika: Profesor Staniszkis grozi "Wyborczej" wojną na trumny.

Dalej jest już tylko smaczniej i "logiczniej", bo Blumsztajn bez problemu wyczytuje z jednego tylko zdania oskarżnie "naszych przodków o mordowanie w Katyniu". Nie wiem tylko czy chodzi o przodków wszystkich Polaków en bloc czy o przodków redaktorów "Wyborczej". Biega chyba o to drugie, bo dalej Blumsztajn pięknie pisze o swoim dziadku:

"Otóż dziadek mój handlował przed wojną artykułami sanitarnymi w Radomsku. W Katyniu go nie było, pojechał do Treblinki. Chodził w chałacie, więc gdyby w latach 30. wybrał się do Warszawy na Krakowskie Przedmieście, to mógłby dostać po mordzie od tatusia Jadwigi, który wtedy z kolegami z ONR Falanga polował na Żydów."

a dalej o swoim tatusiu:

"Melduję również, że mój ojciec też nie pomagał mordować polskich oficerów w Katyniu. Studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie do getta ławkowego zaganiali go koledzy tatusia pani profesor Staniszkis. Wojnę przeżył rzeczywiście w Związku Radzieckim, ale na Uralu. Nigdy nie był dygnitarzem w PRL."

No wypisz, wymaluj - redaktor Seweryn Blumsztajn w Radiu Erewań.

Przypomnę, że profesor Staniszkis napisała tylko o nazwiskach polskich komunistów z Wilna i Lwowa, którzy służyli jako tłumacze i - w pewnym sensie - selekcjonerzy przyszłych ofiar.

Ale w Radiu Erewań nadredaktor Blumsztajn błyskawiczną myślą przenosi nas z Wilna i Lwowa do Radomska, Warszawy i na Ural - i po dżentelmeńsku flekuje Jadwigę z domniemaną przeszłość jej tatusia.

Z wywodu nadredaktora Blumsztajna prawie jasno bowiem wynika, że polscy komuniści z Wilna i Lwowa to jego dziadek z Radomska i ojciec studiujący w Krakowie. Na dodatek dowiadujemy się, że tatuś Jadwigi na bank dałby po mordzie dziadziusiowi nadredaktora...


Ale to nie wszystko. Od czego są bowiem koledzy - tym razem nie z falangi ONR, ale jedno z pierwszych piór "Polityki".

Adam Szostkiewicz w swoim blogu dowala swoje trzy grosze do audycji Radia Erewań na temat tego co napisała profesor Staniszkis. Szostkiewicz rusza z kopytka w sprawie pani Staniszkis:

I nie pisałbym o niej, gdyby nie jej najnowsza wypowiedź na temat polskich Żydów rzekomo kolaborujących z NKWD w zbrodni katyńskiej. Celnie komentuje ją Seweryn Blumsztajn.

I tak oto jedno zdanie o polskich komunistach z Wilna i Lwowa u Szostkiewicza zamienia się w zdanie o polskich Żydach kolaborujących z NKWD.

Jak widać na załączonym przykładzie, nasi dzielni dżentelmeni flekując za tatusia, sami zamieniając lwowskich komunistów w Żydów-kolaborantów, poklepując się po pleckach i 'celnie komentując' przyprawili pani profesor Staniszkis całkiem nową gębę.

Cóż, takie widać to już czasy, że nawet autoryteciki gromko i często nawołujące do kultury dyskursu, zachowania standardów etycznych i obiektywizmu schodzą do kibolskiego poziomu polemiki, że tak ten przypadek nazwę.

Gratuluję profesjonalizmu panowie...
piątek, 07 maja 2010
skończ Pan już ten cyrk.

Od kilku tygodni odczuwam dość ciekawy dysonansik poznawczy. Mam bowiem wrażenie, że po kilkudziesięciu godzinach stuporu jaki pojawił w naszym życiu rankiem 10 kwietnia, wystąpiło w pewnych kręgach jakieś stadne zgłupienie.

Mój dysonansik dotyczy tego, że najmniej tego zgłupienia i pomroczności jest tam gdzie go było dotąd najwięcej - w kręgach polityków. Tylko Niesiołowski trzyma dawny "poziom", ze świecą szukać Palikota, a Radek Sikorski który jeszcze nie tak dawno chciał porwać za sobą tłumy zawołaniem "były prezydent Lech Kaczyński!" udał się na emigrację wewnętrzną do USA. Cała reszta stąpa jak po polu minowym bojąc się palnąć coś głupiego nawet na temat pogody w Smoleńsku miesiąc temu.

Niestety (dla względnie normalnych) pomroczność ogarnęła kręgi dziennikarskie, publicystyczne oraz elitki mniejszych i większych saloników. Cóż taki to już jest zawód: dziennikarz czy publicysta musi mówić, gdybać albo powątpiewać, żeby zarobić na chlebek. Tych rozumiem - sam się w tym kręgu trochę pokręciłem. Poniekąd uważam to za jeden z błędów młodości ;)

Co rusz pojawia się jednak jakiś głosik z kręgów poza publicystycznych, który zostaje głośniej zacytowany, a potem słychać już tylko chór głosików prawiących, polemizujących i przedrzeźniających.

W całym tym rejwachu są głosy, które ze względu na osobę i kontekst brzmią donośniej - co nie znaczy, że mądrzej.


Andrzej Wajda zapala znicz radzieckim żołnierzom 3.05.2010


I kiedy taki głos zabrzmi to względnie normalny człowiek (za jakiego się jeszcze uważam) ma niezły zgryz. Czy aby głos ten nie brzmi fałszywie, czy aby mnie nie gani za moją nieokrzesaną postawę. I czy aby mi nie sugeruje, że popełniam jakąś myślozbrodnię czując coś z goła odmiennego niż ów głos sugeruje.

Pomijam już głos Andrzeja Wajdy w sprawie wawelskiego pochówku i towarzyszące jej niemal kibolskie ekscesy pod krakowską kurią. Daleko uważniej przypatruję się za to akcji palenia zniczy na grobach radzieckich wojaków 9 maja.

Akcja powstała ponoć oddolnie gdzieś na Facebooku pod hasłem "Pamięć i Pojednanie" i dość szybko ujęła serca ludzi aspirujących do elitki. Ledwie w tydzień po katastrofie krakowskie Collegium Artium postawiło całej akcji stronkę 9maja.pl.

Trudno z całą to akcją polemizować, no bo niby jak?
Radzieckiemu sołdatowi, który własną krwią opłacił walkę z faszystowskim najeźdźcą głupiego znicza nawet nie chcesz zapalić? A poza tym kilka głupich zniczy zapalonych w majowym słońcu, a jaka szansa na pojednanie. I pokazanie w mediach.

No więc powiem, że ja na zawołanie żadnych zniczy sowieckim sołdatom palić w maju nie będę. Nie trafia do mnie argument, że to byli prości, młodzi chłopcy z Kazachstanu czy nawet zza Uralu. Argumenty ad misericordiam jakoś nie trafiają mi do serca, a używanie ich w dyskursie publicznym uważam za niesmaczne.

Ale są i przyczyny, które wydają mi się ważniejszej natury. Chodzi mi mianowicie o prawdę. Nie musi być przez duże "P" - ważne, żeby była prawdziwa.

A część tej prawdy jak mi się zdaje była aż nadto brutalna, aby teraz 9 maja urządzać w Polsce jakiś nowy dzień zadumy połączony z paleniem zniczy.


Kobieta w Berlinie -  Nina Hoss 2008


Nie wdając się w szczegóły powiem tylko, że jakieś tam korzenie rodzinne mam w Przemyślu. I jakoś sobie przypominam (przyznaję, że przez mgłę, ale jednak) atmosferę początku lat 80-tych i wakacje spędzane nad Sanem. To był ten krótki okres po jakim pozostało powiedzonko "wejdą? nie wejdą?". I dziś już chyba wiem, choć wtedy zupełnie inaczej rozumiałem te gesty - dlaczego niektóre starsze kobiety słysząc dyskusje na temat "wejdą? nie wejdą?" robiły znak krzyża i nie chciały w nich uczestniczyć.

Pamiętam też swoją podróż ze znajomym kilka lat temu, kiedy pędząc na jakiś 'azymut' zatrzymaliśmy się okolicy wioski-miasteczka Łagów Lubelski. Wjechaliśmy do lasu aby odpocząć i poczuć trochę leśnego chłodu w gorący lipcowy dzień. Szliśmy sobie przez ten lasek, a tam polanka. Polanka prawie jak malowana. A na polance mogiły.

W zasadzie ciężko było rozpoznać, że to cmentarzyk - mogiły prawie zrównane z ziemią, drewniane krzyżyki zbutwiałe, a wszystko zarośnięte. Po jakimś czasie pojawiła się jakaś babina zbierająca jagódki. Podeszła do nas i niby to do nas, a niby do mogił mówiła tyle lat panie, a serce pęka, strach panie taki był, że nikt kroku nie zrobił jak je ze wsi wzięli, szesnaście, dwadzieścia lat panie miały, całą noc je męczyli za nim ubili i poszli dalej za Niemcami.


Żeby to zabrzmiało klarownie - nie mam nic przeciwko pamięci, pojednaniu czy przebaczaniu. Związek sowiecki poniósł ogromne ofiary podczas II Wojny.

Nikomu też nie odmawiam prawa do palenia w cichości i zadumie zniczy na mogiłach radzieckich wojaków, choć w lasku pod Łagowem Lubelskim pewnie tych zniczy nie będzie.

Ale czuję niesmak gdy patrzę na kabotynizm, efekciarstwo i nawoływanie z użyciem fałszywych argumentów. Dla mnie Andrzej Wajda, który święto 3-go Maja postanowił uczcić zapaleniem zniczy na sowieckiej mogile i został ustrzelony przez gazetowego paparazzi w wystudiowanej, zadumanej pozie (to oczywiście przypadek...) wygląda po prostu fałszywie.


Obrazek jaki zmajstrowałem z hasłem "Pal znicze! Będziesz wielki" uważam za równie śmieszny (i tyleż niesmaczny) co hity duetu Figurski & Wojewódzki. Ale skoro znamienici publicyści wypominają teraz politykom, że jadą na trumnie, to i ja mogę chyba komuś wypomnieć, że jedzie na zniczach. Podobno to się nazywa teraz "satyra".


No dobra, dość docinków na ciężkie tematy. Mam nadzieję, że muzyczka się spodoba...



"It's Getting Late In The Evening" to strona B singla "Life's What You Make It" grupy Talk Talk. Nagranie ma już hmm... 24 lata!
środa, 14 kwietnia 2010
Lech Kaczyński nigdy nie był moim ulubionym bohaterem bajki zatytułowanej "A to Polska właśnie". Tak już jakoś po prostu wyszło.

Owszem, gdzieś tam w głębi - bardziej jednak intuicyjnie niż rozumowo czułem o co Mu (i jego ugrupowaniu) chodzi w uprawianiu polityki. Rozumowo dostrzegałem jednak jak pokazowo "bracia" strzelali sami sobie w stopy i wystawiali się na strzały harcowników i dziennikarzy. O tym jednak napiszę za kilka dni.

Teraz będzie tak bardziej hmm... metafizycznie i z pewną zadumą.

Oto bowiem w sobotni ranek 10 kwietnia poczułem, że zdarzyła się śmierć niezwykła, a może nawet - tu głupie słowo, ale jedyne jakie mi przyszło do głowy - śmierć piękna.

Tak wiem i rozumiem, że to nie była śmierć jednostkowa - i pewnie trudno by mi było powiedzieć o tym pięknie komukolwiek z najbliższych tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem. Proszę więc traktować dużą część tej notki jakby odnosiła się do każdej z ofiar smoleńskiej katastrofy.

Większość z nas, żywych - nie rozumie śmierci. Wszyscy się jej lękamy, choć każdy na swój indywidualny sposób. Jedni boją się jej nagłości i pozostawienia po sobie niezamkniętych spraw. Inni boją się cierpienia, a kolejni odczuwają żal z powodu nieodwracalnej utraty możliwości korzystania z uciech świata.

Daleki jestem od uznawania przypadków za znaki - "nie ma przypadków, są tylko znaki" - tylko jak to udowodnić? Nie ma znaków, są tylko przypadki - ma dla mnie identyczną logikę. I też trudno to udowodnić. Idealna symetria. Remis. 1:1.

Dostrzegam jednak (być może znowu jest to spostrzeżenie bardziej intuicyjne niż rozumowe), że są takie przypadki i takie znaki, które odmieniają sens i kontekst wydarzeń.

Gdzieś tam, na osi czasu pojawia się taki znak i zdarza taki przypadek, dzięki którym odcinek osi z napisem "przyszłość" zmienia się nie do poznania. Tu zaszła zmiana, że nieśmiało posilę się cytatem ze starego szkolnego kajetu.

Jak mi się zdaje, właśnie znaleźliśmy się w takim momencie. Zaszła zmiana nie tylko w nas, ale i w naszym otoczeniu. Ba, ta zmiana niczym fale sejsmiczne ogarnęła pół globu zamieszkanego przez homo sapiens.

Owszem, dla większości z nich będzie to kolejny bad news is a good news - nie takie newsy już widzieli. Tsunami, 9/11, Haiti - w hierarchii tych zbiorowych nieszczęść kolejny rozbity samolot nie znajdzie się zbyt wysoko. Dlaczego jednak przy okazji smoleńskiej katastrofy przyszło mi na myśl, że ta śmierć jest na swój okrutny i bolesny sposób piękna?

Cóż, być może jest tak, że w tym popyrtanym, nieposprzątanym świecie panuje jednak jakaś logika, której istnienia możemy się ledwie nieśmiało domyślać. Może zdarzenia i miejsca, które tak wielu i tak uparcie próbowało tak długo zamilczeć, właśnie dzięki tej niepoznawalnej dla nas logice nadal będą istnieć.

Może jest tak, że ofiary w ten okrutny i bolesny dla żywych sposób dopominają się o odrobinę pamięci? Może jest tak, że przez całe lata ofiary Katynia były nie tylko ofiarami swych katów, ale też ofiarami grzechu niepamięci?

Może jest tak, że ten uparty, gburowaty, egocentryczny i kompromitujący całą postępową Polskę Prezydent Lech Kaczyński, który sporą część swej energii poświęcił na odłamywanie polskiej historii w ostatecznym rozrachunku poświęcił swoje życie za pamięć o Katyniu? Może właśnie dzięki tej zbiorowej ofierze Katyń nie będzie już mało znanym słowem kojarzącym się nielicznym z II Wojną Światową, ale stanie się ważnym, samoistnym i równoprawnym pojęciem w podręcznikach historii - obok Drezna, Ardenów, Hiroshimy i Pearl Harbor?

Niczego nie twierdzę ani nie przesądzam. Tak tylko pytam z pewną nadzieją w głosie.


A teraz coś jeszcze zapuszczę - Mazzy Star "Into dust". Hmm, właśnie sobie zdałem sprawę z tego, że dziewczyna, która zaśpiewa ma na imię Hope. Ładnie prawda?



poniedziałek, 29 czerwca 2009
Zazwyczaj bywa tak: spacer, kino, kawa, łóżko.
W erze O tempores! O mores! kolejność bywa odwrotna. Zresztą w życiu dość często tak właśnie bywa - niby wszystko płynie, niby nie da się życia przejechać na wstecznym, ale...

Ale intuicja, serce i emocje czasem podpowiadają żeby jednak spróbować odwrócić strzałkę czasu. Podobno wszystkie znane nam prawa fizyki zostałyby wtedy zachowane. O prawach moralnych nauka już jednak nie wspomina...

Zazwyczaj bywa tak:
Ona: Ciao...
On: No nareszcie, już tak długo czekam!
Ona: może chcesz żebym poszła?
On: NIE! Co ci przyszło do głowy? Sama myśl o tym jest dla mnie straszna!
Ona: Kochasz mnie?
On: Oczywiście. O każdej porze dnia i nocy!
Ona: Czy mnie kiedyś zdradziłeś?
On: NIE! Nigdy! Dlaczego pytasz?
Ona: Chcesz mnie pocałować?
On: Tak, za każdym razem i przy każdej okazji!
Ona: Czy byś mnie kiedykolwiek uderzył?
On: Zwariowałaś? Przecież wiesz jaki jestem!
Ona: Czy mogę ci zaufać?
On: Tak.
Ona: Kochanie...

Ale co się dzieje ćwierć wieku po ślubie? Spróbuj odwrócić strzałkę czasu i jeszcze raz przeczytaj, tym razem od dołu...

ps. ciekawe jak będzie tym razem ;)?


18:52, robertlotse , Myślotok
Link Komentarze (22) »
środa, 24 czerwca 2009
Lato w tym roku przyszło z burzami
No i zburzyło jej spokój, zachmurzyło myśli
Obudziło wspomnienie, rozogniło pragnienie

Dziś na śniadanie mozarella ze świeżymi listkami bazylii,
do tego lampka radosnej kadarki i kawa jakiej dawno nie piła
Inka, zbożowa, czekoladowa

Jemy dziś jak pastuszkowie powiedział patrząc w okno
To dobrze czy źle? spytała swoje myśli

Ale myśl jedna po drugiej odwracały się już w inne strony
Jedna podbiegła do lustra, druga do okna
trzecia była już w drodze na przystanek

Tak to sobie wczoraj wymarzyła
Nic z tego nie wyszło. Znowu.



Jakieś trzy lata temu, w wieczornej trójkowej audycji "Chillout Cafe" usłyszałem najnowszy, jeszcze wtedy ciepły singiel Massive Attack "Live with me" To był szok - ten rodzaj szoku jakiemu towarzyszą "ciary chodzące po plerach". Samo nagranie takie sobie, Massive jak to Massive - po prostu trzymają poziom. Większość emocji wiąże się z "tym głosem" - zawodzi niczym wilk stepowy by już za chwilę mówić tonem psychoterapeuty.

Ten Głos, Terry Callier właśnie wydał nową płytę...
14:42, robertlotse , Myślotok
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 08 czerwca 2009
Coś mnie podkusiło i wchodząc na własnego bloga kliknąłem "to coś co się wysuwa", a tam jak byk napisano "Powinno Cię zainteresować". Dobrzy ludzie wzięli moje sprawy w swoje ręce i co z tego wyszło...

Oto bowiem trafiłem na odsyłacze do następujących wpisów:
U Turnaua Trójca Święta. Eklezjalna nuda totalna
U Kacapa Troica
Toczą się tam natchnione dysputy - za mały się czuję, żeby w nich uczestniczyć.

Ale za to w poleconym mi blogu manipulowanie.blox.pl czekał już na mnie wpis Uwodzenie w Internecie - Wstęp i specyfika uwodzenia przez Internet cz.2 czytam takie oto porady Dobrego Wujka:

Napisz, czego oczekujesz od kobiety, czego nie będziesz tolerował. Napisz, czego nie lubisz ogólnie. Ja pisałem kiedyś:

I dalej przykłady dla tych nieco mniej rozgarniętych:

Kobietę próbującą wcisnąć mnie pod pantofel, pozbawić moich kolegów i życiowych pasji – przeganiam znakiem krzyża.

Wujek Dobra rada napisał jeszcze łopatologicznie::

Takie założenia z góry odfiltrują część kobiet, których nie chcesz. Nie chcesz też długich, ciągnących się miesiącami rozmów, które zmierzają donikąd.

Mali ludzie mają małe oczekiwania i tym samym mało od życia dostają, a Ty oczekujesz i dajesz drugiej osobie jak najwięcej, prawda?


Takimi to słowami Wujek Dobra Rada kończy swój poradnik odfiltrowywania i przeganiania znakiem krzyża kobiet jakich sobie nie życzymy w naszym życiu.

Pomijając teologię Krzyża i techniki uwodzenia zakończę tym, że mnie nawet dobrze jest z tą własną małością i małymi oczekiwaniami. Do dziś mam w pamięci radę swojego Dziadka, która towarzyszyła naszym partyjkom szachowym: sprawdź czy nie oczekujesz zbyt wiele.
19:56, robertlotse , Myślotok
Link Komentarze (9) »
środa, 03 czerwca 2009
Dane mi dziś było spotkać swoje dwie nie-bliskie, nie-dalekie Znajome. Wiecie jak to jest: kawa, ploty, grzmoty ;)

Po jakimś czasie zeszło na seks - małżeński, pozamałżeński, żywoty panów występnych i panien cnotliwych...
Od słowa do słowa toczyła sie ta nasza rozmowa. Na pewnym poziomie przestałem brac w niej aktywny udział i tylko grzecznie słuchałem ;)
Co usłyszałem, to moje - może kiedyś to jeszcze wykorzystam ;)

Ale w pewnym momencie głupio się poczułem, dosłownie jak małpa.
Jak małpa przy której dwoje ludzi toczy dyskurs o bananach. Taki zgłodnialy się po prostu poczułem ;)

- No to ja idę coś spożyć - powiedziałem nieśmiało na odchodne

Ach, jaki jestem teraz najedzony... a tu jeszcze podwieczorek czeka ;)

Chyba już znam główna przyczynę otyłości...
19:55, robertlotse , Myślotok
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 25 maja 2009
Jak siedziałem tak spadłem. Serio :)

A właściwie to "spadłem do kąta" jak pętak, prostak, ostatni ćmok.
Jestem skończonym ćmokiem i w kącie me miejsce. Alleluja. Amen. Klops ;)

To może na początek poproszę o materiał filmowy - telekino start!



A oto przyczyna mego upadku. Taki oto passus na dziś, ku uciesze lub przerażeniu - w zależności od upodobań i nastroju :)
Cytuję niemal w całości, co macie jakieś reklamy oglądać :) Całość na Dziennik.pl - zacznijmy z wysokiego C:


Nie chciałbym nikogo obrażać, ale odnoszę wrażenie, że blog jest czymś – proszę darować to określenie – idiotycznym. Pozwala każdemu wygłaszać opinie na tematy kompletnie dowolne. Tymczasem wcale nie uważam, że tak być powinno. Bo jedni mają opinie, inni - wyrobione jedynie ich zalążki, a pozostali - nie mają ich wcale.


Tak piękne, zgrabne i krzepiące są słowa profesora Marcina Króla, że Państwo pozwolą abym cytował dalej


W internecie można znaleźć więc anonimowe blogi, anonimowe wypowiedzi i anonimowe komentarze, które zamieszczane są również w internetowych wydaniach dzienników pod artykułami. Dla mnie jest to bardzo ponure i niebezpieczne zjawisko, która w przyszłości zaowocuje negatywnymi skutkami.

Mówię to dlatego, że dotychczas cała upowszechniona kultura pisana opierała się na możliwości skrytykowania nawet największych głupstw, najbardziej marnych książek, których autorzy byli znani. Tymczasem w internecie opinie są anonimowe – a ich autorstwo nie niesie za sobą żadnej odpowiedzialności.

Oceniam to jako złe zwycięstwo demokracji, bo każdy idiota ma dzięki temu takie same prawa do wygłaszania swoich sądów jak wybitni myśliciele, publicyści, czy prawdziwi dziennikarze. Tymczasem anonimowa opinia nie pomaga w kształtowaniu życia publicznego, a psuje je.


To może w tym miejscu jeszcze jeden fragment filmowy luźno związany z tematem :)




A teraz proszę orkiestrę o tusz - Wielki Finał:


Anonimowość pozwala ludziom na swobodę, która bywa niebezpieczna. Niegdyś wielu filozofów politycznych uważało, że tego rodzaju swobody powinny być ograniczone. Więcej, przez całe lata rozumni ludzie uważali, że cenzura powinna być dopuszczalna i to nie tylko z powodów obyczajowych, ale też zgodnie z zasadą, że "poważne pytania głupim ludziom mącą w głowie".

Nie jestem zwolennikiem tego, by każdy mógł wyrażać swoją opinię publiczne w sposób nieograniczenie swobodny. Nawet gdy do redakcji – i to każdej, jaką znam – przychodzą listy, ta nie decyduje się na publikację najgłupszych z nich, a wybiera najbardziej interesujące. Dlaczego? Po prostu dlatego, że sfera publiczna to nie śmietnik.


Ufff... czy ktoś dotrwał do końca? I jak samopoczucie :)?
Ja doszedłem do wniosku, że jestem strasznym tępakiem - nie wiem nawet jacy wielcy filozofowie uważali, że swoboda bywa niebezpieczna. Nie wiem kim byli ci ludzie rozumni na których powołał się profesor Król. Nie wiem nawet skąd pochodzi owa zasada mówiąca o pytaniach co mącą w głowie...



Nic nie wiem... ale trauma... szlag by to jasny trafił...

A ciut bardziej powżnie to gratuluję Marcinowi Królowi tego, że tak pięknie zredefiniował pojęcie "blog". Jak widać na załączonym obrazku, Mędrca można poznać po tym, że w kilku ledwie zdaniach całą blogosferę potrafi wyrzucić do klopa (pardon ;). Wszystko jak leci - blogi "pokemonów" i blogi prezydentów znalazły wreszcie swe miejsce :)

Mam tylko dość głupie uczucie, bo kiedy przeglądam felietony w powszechnie szanowanych, mainstreamowych mediach to duża część z tych felietonów pasuje dokładnie do definicji bloga opracowanej przez Marcina Króla.

Autorzy tych felietonów wygłaszają opinie na tematy kompletnie dowolne. Ba, jedni felietoniści mają opinie, inni wyrobione jedynie ich zalążki, a pozostali nie mają ich wcale. Piszą o jakiejś piłce, telewizji albo (to już jest zgroza!) o gospodarce i polityce. Tymczasem wcale nie uważam, że tak być powinno :)

Ale już zupełnie na poważnie to napiszę, że nie jestem żadnym filozofem czy socjologiem (jak już zaznaczyłem jestem zwykłym ćmokiem) i jako takiemu niekomptentnemu beztalenciu zdawało mi się, że Internet (a szczególnie Web 2.0) to Raj i Ziemia Obiecana dla historyków różnych ideii, socjologów, badaczy kultury. A tu klops i klapa :(

W prostych, niemal żołnierskich słowach Marcin Król wyjaśnił mi, że nie ma nic bardziej błędnego niż założenie, że anonimowe opinie mają jakąkolwiek wartość. Nie wiem tylko co na to wszystkie te instytuty badawcze pracujące dla korporacji i partii politycznych - wszystkie one bazują na tych anonimowych opiniach.

Nie wiem też co w tym przypadku począć z tą całą demokracją opartą o anonimowe wyrażanie opinii poprzez wrzucenie kartki do urny. Ale może już jutro się dowiem od pana profesora Marcina Króla :)

Jeszcze jeden teledysk na zakńczenie...



18:56, robertlotse , Myślotok
Link Komentarze (14) »
czwartek, 21 maja 2009
Siedział na ławce i patrzył jak bzykają się gołębie.
My rządzimy światem, a nami kobiety. Jakież to niesprawiedliwe - pomyślał...


A clip bez komentarza ;)
21:04, robertlotse , Myślotok
Link Komentarze (20) »
Zakładki:
Bywam
Poczytuję
Podglądam
Samoróbki
Słucham
Varia




eXTReMe Tracker


statystyka