Kategorie: Wszystkie | Dźwiękowo | Filmowo | Książkowo | Myślotok | Notes | Politycznie | Varia
RSS

Dźwiękowo

piątek, 25 czerwca 2010
Szliśmy powoli do domu cudnego, by jeść winogrona w sposób arcyśmiały. Z majteczek, z ust do ust i ust. Z rąk dziecinnych tak małych


Kora: Ksiądz mieszkał w domu, który do dziś stoi w Krakowie i pokazuję go wszystkim znajomym. Tuż przy kościele św. Szczepana. W piosence śpiewam o kościele pod innym wezwaniem, ale tylko dlatego, że imię Szczepan było za długie i źle się rymowało. Zresztą nazwa jest bez znaczenia. Dom księdza był cały obrośnięty winoroślą. Rodziła pyszne, słodkie winogrona.

W moim dzieciństwie winogrona były czymś, co znałam z rysunków, tak jak dziecko mieszkające na Syberii zna krowę. Ksiądz zaprosił mnie na swoje winogrona. Całkiem możliwe, że nie mnie jedyną...

Tyle sama Kora o swojej najnowszej piosence. Debile na fejsbuku komentują próbując bawić się w Freuda:
Nowa moda jakaś? To już nie wystarcza (żeby utrzymać się w celebrze) - przyznać się do swojego (często rzekomego) homo, wymyślać przygody z prochami? A może... to po prostu niespełnione marzenia artystki, hm?

Teledysk, trzeba przyznać, zgrabnie i inteligentnie zrobiony, przejmująca w swojej grozie scenka z nocnymi koszmarami dziecka. Tylko - po co? Co się w głowach dzieje, gdy talentu zaczyna brakować?


Choć już trochę żyję i dużo widziałem to nadal dziwi mnie czasem jak to się dzieje, że jednym pytaniem tylko po co? człowiek potrafi zrzucić przywdziewaną maskę i pokazać prawdziwą twarz zakompleksionego, zawistnego i zazdrosnego nadwiślańskiego gnoma...
czwartek, 08 kwietnia 2010
No to fajowo...

Jónsi - gitarzysta i wokalista Sigur Ros wystąpi w Polsce w ramach krakowskiego festiwalu Sacrum Profanum 2010. 17 i 18 września w hali ocynowni Arcelor Mittal Jónsi zaprosi nas do świata muzyki, teatru i multimediów w ramach trasy Go Tour 2010. Czuję, że będzie pysznie :)


Jónsi - Go Tour 2010


Niezaznajomieni z tematem mogą zerknąć na www.jonsi.com
piątek, 02 kwietnia 2010
Pięknie się ten kwiecień zaczyna... Brendan Perry w krakowskiej "Rotundzie" - czego można chcieć więcej?


Brendan Perry Live in Cracow 1.04.2010


Było wszystko co wielkie i piękne - i "Carnival is over" i wytupany na trzeci bis "Severance". Zabrakło tylko mojego ukochanego "In power we entrust the love advocated", ale za to przy "This Boy" to przeszły mnie takie ciary jakich dawno nie miałem...

Kumpela "bella ragazza" K. (rocznik hmmm... '84 ;) zachwycona tym, że Brendan zaśpiewał w sumie tak od niechcenia, a zabrzmiało to lepiej niż na płytach - no i tak to właśnie było.




piątek, 17 lipca 2009
Oto trochę wody dla ochłody :)

Pierwszy raz z grupą Shriekback spotkałem się jakieś 20 lat temu będąc na wakacyjnym wypadzie nad Morze Północne (to było pierwsze morze jakie w życiu zobaczyłem ;). Ponieważ w Niemczech lato to nie tylko sezon urlopowo-ibizowy, ale także sezon Flohmarkt'ów więc trudno było, żebym na takowy pchli targ nie trafił.

Na jednym ze stoisk trzy pokolenia Müller'ów czy innych Fischer'ów próbowały pozbyć się całych pudeł różnych ciuchów, gratów i innych przydasiów. Mieli też całe kartony płytowego barachła - głównie był to Karel Gott, Engelbert Humperdinck i bajki dla dzieci na winylach ;) Ale jedna okładka jakoś do całości nie pasowała...


Shriekback - Big Night Music


Na pytanie was ist das? usłyszałem od punkowo-cure'owatej nastolatki krótkie i romantyczne ein halb Gothik, ein halb New-beat. Ciekawe połączenie, myślę ;)
No dobra, zaryzykuję, zainwestuję - cena 1 DM więc ujdzie ;)

Oczywiście w domu po wrzuceniu płyty na talerz Plattenspieler'a poczułem się rozczarowany, bo ani tu gotyku, ani nju-bitu. Mówi się trudno i słucha się dalej czegoś co bardziej podpada pod new-wave i synth-pop. W końcu ma to być Big Night Music, a chłopaki grają nawet przyzwoicie ;)

Odsłuchałem pierwszą stronę, przekładam płytę na stronę B, siadam na fotelu i... szok.
No szok, po prostu! Wiem, wiem - przesadzam, bo to są trudne do opisania wrażenia emocjonalno-estetyczne. Ale to jest to 'mrowienie' jakie się czuje, kiedy gdzieś z otchłani głośników płyną do nas dźwięki na które całe życie czekaliśmy.

To jest to zdziwienie związane z tym, że te dźwięki są w sumie takie proste, ale mimo całej swej prostoty jeszcze ich w naszym życiu nigdy nie było. Przynajmniej ja to często tak odbieram :) I obojętnie czy jest to "Clean" Depeche Mode czy "De Profundis" otwierające "Spleen And Ideal" Dead Can Dance - te dźwięki zapadają mi w pamięć.

Dwa świetne nagrania grupy: "This Big Hush" i "Evaporation" zostały wykorzystane w filmie Manhunter Michaela Mann'a z 1986 roku, który był pierwszą filmową adaptacją trylogii o Hannibalu Lecterze.

"Underwaterboys" to nie żadne specjalne odkrycie, takich nagrań całe tysiące krążą teraz po różnych serwisach z muzyką on-line. Większości pewnie nigdy nie usłyszę. Ale jak widać na kimś jeszcze musiało zrobić podobne wrażenie, bo poświęcił trochę czasu żeby zrobić do niego klipka i wrzucić do YouTube'a. I chwała mu za to ;)



13:29, robertlotse , Dźwiękowo
Link Komentarze (7) »
wtorek, 14 lipca 2009
Piętnaście lat ma to nagranie, ukazało się w sierpniu 1994 roku i przemknęło przez anteny nielicznych radiostacji. Cóż, mówi się trudno - świat nucił wtedy "Paris, Paris" duetu Malcolm McLaren & Catherine Deneuve i "7 Seconds" Neneh Cherry & Youssou N'Dour'a.

Jak widać "Interlude" zaśpiewane przez Morrisseya i Siouxsie nie nadawało się na przebój lata, choć klimatem, emocjonalnością i namiętnością rozkłada tamte pioseneczki na łopatki.
I pomyśleć, że to taki produkt uboczny z sesji nagraniowej albumu "Vauxhall and I" pana M. Muszę przy okazji dodać, że sam Morrissey nigdy nie był bohaterem mojego Teleranka, ale przynajmniej trzem utworom w których go słychać, można dać nalepkę "Brilliant!". Oprócz "How soon is now?" ze Smiths'ami i "Moon river" nalepka należy się właśnie "Interlude".

Morrissey & Siouxsie - Interlude [cover 1994]


Sama piosenka jest znacznie starsza, została napisana w 1968 roku do filmu pod takim samym tytułem - Interulde, a zaśpiewała ją Timi Yuro, gwiazda białego soulu, który anglosasi nazwali Blue-eyed Soul ;)

I to by było tyle na dziś, zostawiam Was z nieco mrocznym klipem do tej piosenki, ale niestety tylko taki wygrzebał się z internetowej otchłani...



Lyrics | Interlude lyrics

czwartek, 02 lipca 2009
Tak się przez moment przyglądałem płytom na mojej półce i w oko wpadła mi "Great Expectations" Tasmin Archer. To typowy przykład albumu zabitego przez wielki przebój, jakim był otwierający go "Sleeping Satellite" - utwór zgrany na śmierć przez większość radiostacji mierzących w szeroki target. Po siedemnastu latach od wydania "Great Expectations" Tasmin to Sleeping Satellite...

A na tej płycie było jeszcze kilka niezłych kompozycji, których nikomu nie chciało się wypromować i szorowały doły na listach przebojów. W dodatku na jednego z singli wybrano "In Your Care" - nagranie bardzo emocjonalne, zupełnie nie nadające się ani do radia, ani do telewizji śniadaniowej. Bo jaki DJ zagra do śniadanka piosenkę w której refrenie dziewczyna strzela w uniesieniu skurwysynu, złamałeś mi serce...





15:27, robertlotse , Dźwiękowo
Link Komentarze (5) »
środa, 10 czerwca 2009
Po nagraniu w 1995 roku albumu "Shag Tobacco" Gavin Friday po prostu wziął i zniknął... a szkoda...

No może nie zniknął tak do końca, bo pojawiały się jakieś soundtracki w których maczał palce, a nawet czytał dzieciom bajkę "Piotruś i Wilk"

Ostatnio był widziany w Olympic Studios gdzie U2 kończyli właśnie mixowanie "No Line On The Horizon"...

I bardzo szkoda, że póki co chyba nie ma szans na jakieś nowe nagranie w rodzaju "You Me And World War Three". Albo jeszcze coś a la "Angel", które pojawiło się na soundtracku do filmu "Romeo + Juliet" Baz'a Luhrmann'a.

Pozostaje więc czekać, aż Gavin'owi znudzi się nuda ;)


17:14, robertlotse , Dźwiękowo
Link Komentarze (5) »
wtorek, 02 czerwca 2009
Mówcie co chcecie - gdyby w plebiscytach Coś-tam-Coś-tam Music Awards istniała kategoria 'śpiewać całym ciałem', to Marla Glen miałaby bardzo duże szanse na cały komplet statuetek.

Mowa ciała, mimika, ekspersja, niezły - trochę 'męski' głos i styl śpiewania odróżnia ją od większości wokalistek. O różowych cukierkach fikających na scenie nawet już nie wspomnę ;)

Dziesięć lat temu udało mi się Marlę zobaczyć na żywo podczas jakiegoś wakacyjnego eventu zorganizowanego przez jedną z niemieckich stacji radiowych. To jest gejzer emocji! W czasie jej występu po prostu czuje się, że to wszystko jest naturalne i spontaniczne, czuje się tą radość ze śpiewania.

Maria Glen - This Is Marla Glen [1993]

Niestety, zasady panujące w tym całym szołbizie sprawiają, że Marla szoruje doły na listach przebojów - o ile w ogóle się na nich pojawia. Prawie 15 lat temu wydawało się, że już... już... sukces komercyjny jest na wyciągnięcie ręki, bo piosenka "Believer" wykorzystana w reklamie C&A wpadła w ucho wielu radiowym DJ'om. Ale na tym już... już... się niestety skończyło...

Na jutiubku znalazłem koncertowe wykonanie "Believer" - tylko popatrzcie co się tam dzieje. A jaki chórek :))




Na oficjalnej stronie www.marlaglen.org są daty jej koncertów na przełomie czerwca i lipca. I to całkiem niedaleko - Monachium, Wiedeń i Graz.
12:27, robertlotse , Dźwiękowo
Link Komentarze (5) »
piątek, 29 maja 2009
Coś pod hasłem "chłopiec z gitarą byłby dla mnie parą" tra la la la :)

Jakieś ćwierć wieku temu (łomamo! jak to brzmi ;) zakochałem się przynajmniej w dwóch nagraniach grupy Echo And The Bunnymen - "Bring on the dancing horses" i "The killing moon". Z rzadka można je było upolować tylko w Trójce i na Liście Przebojów Rozgłośni Harcerskiej - takie to były dość ponure z punktu widzenia młodego słuchacza Złote Czasy schyłkowego PeReL'u.

Lata mijały a zespół nie dość, że nigdy nie dobił się do wysokich pozycji w szołbizie to jeszcze stracił chyba wenę twórczą. Cóż, nie każdemu było dane skończyć jak U2 ;)

Ale gdy przyszedł rok 1992, gdzieś wczesną wiosną pojawił się kandydat na przebój lata - singielek "Lover, Lover, Lover" wydany przez lidera Echo & The Bunnymen - Ian'a McCulloch'a.




Kandydat na przebój lata skończył mniej więcej tak jak skończy większość kandydatów w nadchodzących eurowyborach czyli w pewnym niebycie. Trochę może szkoda, bo pioseneczka niczego sobie (sam Leonardo Cohen napisał ją lata wcześniej), a obrazki do niej też całkiem fajne.

Tak mi ta melodia dziś przypomniała, bo jakiś wewnętrzny i podświadomy odruch retrospektywny zadał mi dziś z rana pytanie o to co działo się w mym żywocie 17 lat temu... Sentymentalny się chyba staję na starość :)
14:31, robertlotse , Dźwiękowo
Link Komentarze (9) »
wtorek, 26 maja 2009
Bez żadnych ceregieli powiem, że ta wersja starego policyjnego "King of Pain" to jest jakaś inna jakość. Ekspresją w głosie Alanis bije Stinga na głowę. I to wszystko na siedząco...


14:39, robertlotse , Dźwiękowo
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2
Zakładki:
Bywam
Poczytuję
Podglądam
Samoróbki
Słucham
Varia




eXTReMe Tracker


statystyka