Kategorie: Wszystkie | Dźwiękowo | Filmowo | Książkowo | Myślotok | Notes | Politycznie | Varia
RSS
sobota, 04 lipca 2009
Gorąc ale idziemy na zakupy. Trudno, mus to mus.
No może raczej N. idzie, ja towarzyszę. Jedyna nadzieja w tym, że będzie jak ostatnim razem - nie te kolory, nie te rozmiary i po cholerę ta falbana !?

Łażę więc od HaeM do CiA i z powrotem :)
N szuka tylko kapelusika i jakiejś bluzeczki - pociecha w tym, że weryfikuje potencjalne zakupy z szybkością karabinu maszynowego. Zła długość... co za kolor, bleee.... po cholerę tu ten szlaczek?

W sklepie z szybami zamalowanymi na czarno N znajduje wreszcie coś godnego uwagi. Nie jest to ani kapelusik ani bluzeczka, tylko ojakiefajne spodenki! Procedura wymaga przymiarki, więc czekamy w przymierzalni...

Sześć kabin, przed nami dwie Lalunie, Pat i Pataszon. Opalenizna a la krwisty boczek, wielgachne okulary nie pozwalają dostrzec głębi spojrzeń. Zresztą w sklepie ciemno bo szyby zamalowane :)

Zwalniają się dwie kabiny, Lalunie do jednej, my do drugiej. Po sąsiedzku ;) Rozpoczyna się procedura przymierzania spodenek. Może ja też? - pytam. No to dawaj - pada odpowiedź. Żartowałem - cofam się rakiem. No dawaj, dawaj - figlują diabliki w oczach N.

Stop... zza ścianki dochodzą jakieś głosy. Aaa... Lalunie też mierzą spodenki:

- Fajne?
- Yhhmm...
- Lepsze białe czy żółte?
- Biały jest bardziej sexi
- Co z tego kurfa, że jest sexi skoro nie wyszczupla?
- Yhhmm...
- No patrz, kurfa, dupa jak czołg, co nie?

Nasze diabliki wybuchają śmiechem, bo jak inaczej reagować na takie dictum ;)?

- Chyba śmieją się z ciebie
- Dupa jak szalupa w tych białych, co nie?
- To bierz żółte i idziemy bo tu śmierdzi
- Do żółtego to muchy lecom...

Nie chce nam się słuchać co będzie dalej, zabieramy ojakiefajne spodenki! i spadamy. Bo rzeczywiście czymś śmierdzi ;)

A nastrój mam dzisiaj bojowy - może Limp Bizkit :)?



13:40, robertlotse , Varia
Link Komentarze (16) »
czwartek, 02 lipca 2009
Tak się przez moment przyglądałem płytom na mojej półce i w oko wpadła mi "Great Expectations" Tasmin Archer. To typowy przykład albumu zabitego przez wielki przebój, jakim był otwierający go "Sleeping Satellite" - utwór zgrany na śmierć przez większość radiostacji mierzących w szeroki target. Po siedemnastu latach od wydania "Great Expectations" Tasmin to Sleeping Satellite...

A na tej płycie było jeszcze kilka niezłych kompozycji, których nikomu nie chciało się wypromować i szorowały doły na listach przebojów. W dodatku na jednego z singli wybrano "In Your Care" - nagranie bardzo emocjonalne, zupełnie nie nadające się ani do radia, ani do telewizji śniadaniowej. Bo jaki DJ zagra do śniadanka piosenkę w której refrenie dziewczyna strzela w uniesieniu skurwysynu, złamałeś mi serce...





15:27, robertlotse , Dźwiękowo
Link Komentarze (5) »
środa, 01 lipca 2009
Mocna książka. Mocna jeśli chodzi o wrażenie jakie pozostawia.

Claudel umieszcza akcję powieści "gdzieś" - w jakiejś fikcyjnej krainie, choć niemal od razu liczne odniesienia stają się aż nazbyt jasne; już wiemy mniej więcej "gdzie" i "kiedy" jesteśmy. Z początku czytałem "Raport Brodecka" niczym weird fiction Howard P. Lovecraft'a - ten sam ponury nastrój, jakaś tajemnica skrywana przez mieszkańców wioski, groza otaczających wzgórz i lasów...


Philippe Claudel - Raport Brodecka [Czytelnik 2009]


Brodeck jako narrator snuje swą opowieść, ujawnia emocje, opisuje miejsca, zdarzenia. Dzięki niemu wnikamy coraz głębiej w anatomię zachodzących zdarzeń. Strona po stronie, Brodeck opisuje różne przykłady mniejszego i większego bestialstwa. Jakby dla kontrastu dostajemy opisy wzruszeń jakich Brodeck zaznaje obserwując gaworzącą Kruszynkę czy otaczającą Naturę. Dość oszczędnie przedstawia nam postać Anderera - tego Obcego, którego przybycie stało się przyczyną tragicznych zdarzeń.

Rozdział za rozdziałem Brodeck zaczyna coraz bardziej rozdrapywać sumienie, zadawać pytania i podsuwać tropy. Głupota to choroba, która idzie w parze ze strachem. Wzajemnie się podtrzymują, doprowadzając do gangreny, która tylko czeka by się rozprzestrzenić konkluduje narrator. W finale jeden z bohaterów wydarzeń tłumaczy mu tylko dość dobitnie ponurą prawdę: ludziom potrzebna jest niepamięć.

Nie ma w "Raporcie Brodecka" jakichś odkrywczych wątków. Schemat obcy w miasteczku został już przerobiony na wiele sposobów. Z westernami i science-fiction włącznie :) I już w wielu przypadkach widz lub czytelnik mógł się przekonać, że wolimy czasem zobaczyć Diabła w Obcym, niż Zło w samych sobie. Wiele też razy pojawiało się gdzieś w tle pytanie o to czy Zło jest pochodną Strachu czy Strach jest pochodną Zła?.

Claudel nie daje odpowiedzi na żadne z tych pytań. Jego bohater jedynie raportuje o tym jak jego przyjaciele i sąsiedzi stają się bezmyślną tłuszczą. Z jednej strony czuje się winny, ale już na wstępie odwraca głowę. Nazywam się Brodeck i nie mam z tym nic wspólnego - takimi słowami zaczyna się ta opowieść.

"Raport Brodecka" to dobra powieść, choć dolewa kilka kropli dziegciu i z pewnością zepsuje trochę humor tym, którzy starają się myśleć pozytywnie i uciekają od powiedzenia homo homini lupus est ;)


Co by tu teraz zrobić, żeby trochę posłodzić ten wpis...?
Za torebeczkę cukru niech może posłużą lounge'owi The Gentle People

18:44, robertlotse , Książkowo
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 29 czerwca 2009
Zazwyczaj bywa tak: spacer, kino, kawa, łóżko.
W erze O tempores! O mores! kolejność bywa odwrotna. Zresztą w życiu dość często tak właśnie bywa - niby wszystko płynie, niby nie da się życia przejechać na wstecznym, ale...

Ale intuicja, serce i emocje czasem podpowiadają żeby jednak spróbować odwrócić strzałkę czasu. Podobno wszystkie znane nam prawa fizyki zostałyby wtedy zachowane. O prawach moralnych nauka już jednak nie wspomina...

Zazwyczaj bywa tak:
Ona: Ciao...
On: No nareszcie, już tak długo czekam!
Ona: może chcesz żebym poszła?
On: NIE! Co ci przyszło do głowy? Sama myśl o tym jest dla mnie straszna!
Ona: Kochasz mnie?
On: Oczywiście. O każdej porze dnia i nocy!
Ona: Czy mnie kiedyś zdradziłeś?
On: NIE! Nigdy! Dlaczego pytasz?
Ona: Chcesz mnie pocałować?
On: Tak, za każdym razem i przy każdej okazji!
Ona: Czy byś mnie kiedykolwiek uderzył?
On: Zwariowałaś? Przecież wiesz jaki jestem!
Ona: Czy mogę ci zaufać?
On: Tak.
Ona: Kochanie...

Ale co się dzieje ćwierć wieku po ślubie? Spróbuj odwrócić strzałkę czasu i jeszcze raz przeczytaj, tym razem od dołu...

ps. ciekawe jak będzie tym razem ;)?


18:52, robertlotse , Myślotok
Link Komentarze (22) »
piątek, 26 czerwca 2009
Recenzja na osiem liter? Proszę bardzo: to jest to ;)
"Rozświetlone akwaria" Sophie Bassignac taka powieść na jedną tylko noc. Może nawet powiastka - ledwie 200 stron. Ale jakie!

Fabuła, forma i objętość skomponowana w optymalnych proporcjach, a po lekturze nie czuje się ani zmęczenia, ani znudzenia. Dominującym odczuciem jest pewna satysfakcja z szarym odcieniem zawiedzenia. Że to już koniec, że czas pożegnać świat Claire, gasić światło i iść spać.

Rozświetlone Akwaria [2009] - Sophie Bassignac


Najmocniejszą stroną książki jest pewna potoczystość i naturalność w oddawaniu nastrojów i emocji, ale bez cienia zadęcia i napuszenia - jak to czasami bywa. Zadęli się chyba tylko recenzenci i marketingowcy pisząc o 'psychologicznym studium samotności kobiety' i przywołując Hitchcocka i Kieślowskiego. No ale skoro trochę to chyba pomogło literackiej debiutantce to wybaczmy im ;)

Claire w żadnym razie nie jest kobietą samotną. Jest singielką szukającą uspokojenia w ciszy własnego mieszkania i książkach. No bo to co niby za 'studium samotności' gdy bohaterka ma rodzinę, przyjaciółki i kochanka ;)? Claire żyje po prostu nieco na uboczu pędzącego świata, do zebrań w wydawnictwie ma stosunek wyluzowany, a do ludzi ją otaczających dystans lekko półśredni.

Claire zaprzyjaźnia się z jednym ze swych sąsiadów, nieco tajemniczym starszawym już Japończykiem, a więź jaka między nimi powstaje to ciepłe kumpelstwo. Jest więc miło, ciepło i anielsko aż do dnia gdy... No właśnie, i tu jest to coś co w tej opowiastce jest fajne - a mianowicie brak "punktu kulminacyjnego" ;)

Owszem, bohaterka przeżywa pewną kulminację napięć - ale na szczęście ani w jej życiu, ani w narracji powieści nic z tego powodu raczej się nie wali. Ot, takie tam fobie, omamy i przelotne naprężenia. Nic wielkiego.

Powieść zamyka się więc łagodnie, niczym uległa powieka zwiedziona przez Morfeusza. W umyśle czytelnika może rodzić się tylko refleksja na temat tego, jak wielu ludzi z którymi się zaprzyjaźniamy, nakłada maski i zwodzi nas - a urokliwa intymność tych relacji jest jedynie mirażem.

Sumując w jednym zdaniu - Sophie Bassignac napisała powieść zgrabną, ładną i łatwo przyswajalną ;)


A teraz z innej beczki...
Czy ja już pisałem, że Terry Callier nagrał swój nowy album ;)? Czy mając 65 lat można nagrać świetną, nowoczesną płytę? Na szczęście dla nas odpowiedź brzmi: można :)!



Na "Hidden Conversations" Callier udowadnia, że jako emeryt ma więcej pomysłów niż wielu młodziaków ery cyfrowej. Wszystko na tej płycie pasuje do siebie idealnie - niczym nuty w dobrym, szlachetnym trunku. Takie utwory jak "Sunset Boulevard", "Wings", "John Lee Hooker" czy cudowny "Once I Dreamed Of Heaven" to esencja tego czego przynajmniej ja oczekuję od muzyki. Są tu emocje, jest świeżość. I najważniejsze: jest zaskoczenie - momentami jedno za drugim ;)

Nawet nowa wersja "Live with me" jest nieco zaskakująca - mniej przygnębiająca, za to jakaś taka bardziej pastelowa. Ale równie tęskna. Tak jakby gdzieś tam w tle paru klawiszy dotknął hmm... Vangelis? No ale posłuchajcie sami ;)


17:00, robertlotse , Książkowo
Link Komentarze (6) »
środa, 24 czerwca 2009
Lato w tym roku przyszło z burzami
No i zburzyło jej spokój, zachmurzyło myśli
Obudziło wspomnienie, rozogniło pragnienie

Dziś na śniadanie mozarella ze świeżymi listkami bazylii,
do tego lampka radosnej kadarki i kawa jakiej dawno nie piła
Inka, zbożowa, czekoladowa

Jemy dziś jak pastuszkowie powiedział patrząc w okno
To dobrze czy źle? spytała swoje myśli

Ale myśl jedna po drugiej odwracały się już w inne strony
Jedna podbiegła do lustra, druga do okna
trzecia była już w drodze na przystanek

Tak to sobie wczoraj wymarzyła
Nic z tego nie wyszło. Znowu.



Jakieś trzy lata temu, w wieczornej trójkowej audycji "Chillout Cafe" usłyszałem najnowszy, jeszcze wtedy ciepły singiel Massive Attack "Live with me" To był szok - ten rodzaj szoku jakiemu towarzyszą "ciary chodzące po plerach". Samo nagranie takie sobie, Massive jak to Massive - po prostu trzymają poziom. Większość emocji wiąże się z "tym głosem" - zawodzi niczym wilk stepowy by już za chwilę mówić tonem psychoterapeuty.

Ten Głos, Terry Callier właśnie wydał nową płytę...
14:42, robertlotse , Myślotok
Link Komentarze (9) »
wtorek, 23 czerwca 2009
Ech życie, życie... i jak tu opisywać takie powieści?? Lubię od czasu do czasu sięgnąć po jakąś sensacyjkę, wszak nie można marnować całego życia na bezmyślnym czytaniu Sokratesa ;) Przez 2/3 nowa powieść Jeffery Deaver'a jest wporzo.

Duet Lincoln Rhyme i Amelia Sachs znów na tropie. Tym razem ich przeciwnikiem jest 522 - psychopata, morderca i złodziejaszek tożsamości w jednym. 522 zabija swe ofiary z pomysłem, pasją i wyrachowaniem zostawiając spore ilości śladów. Tyle, że to nie jego ślady. 522 wrabia niewinne osoby w dokonane przestępstwa. I robi to perfekcyjnie, bo ślady, dane i dowody jakich używa są niemal niepodważalne.

Jak już zaznaczyłem jest wporzo, choć schemat On & Ona na tropie jest już w powieściach sensacyjnych zgrany bardziej niż szelakowe płyty mojego dziadka. Fabuła trzyma się realiów, mamy fragmenty narracji wewnętrznej 522, akcja stopniowo przyspiesza i zagęszcza się.

Jeffery Deaver - Rozbite Okno [kryminał, sensacja, powieść]


No właśnie - przychodzi taki moment gdy akcja zagęszcza się aż za bardzo. Niestety, gdzieś po 350 stronach lektury pojawia się jeszcze 100 Stron Prawdy :) Robi się tu gęsto do tego stopnia, że elektrownia odcina prąd a policyjny wydział wewnętrzny łapie własnych kolegów. Naszym bohaterskim śledczym wali się na głowę 101 kłopotów.

To jest niestety Ten Moment występujący w 95-ciu procentach sensacyjek jakie poczytuję, który nazywam Czarną Dziurą. W tej Czarnej Dziurze prawa grawitacji i logiki dostają po głowie - zwycięża bowiem niepohamowane dążenie twórcy do tego aby wszystko efektownie zamknąć. W tym celu autor rozpędza wehikuł powieści do zawrotnej prędkości, pali gumy i jedzie po bandzie. Wszystko oczywiście po to, aby na maksymalnej prędkości widowiskowo przekroczyć linię mety.

Jako szary czytelnik muszę niestety zauważyć, że ta jazda po bandzie i palenie gum kończy się w wielu przypadkach urwaniem zawieszenia, zatarciem silnika - a czasem nawet pokazowym huknięciem o barierki banału i przewidywalności, po którym z wehikułu powieści zostaje wrak nadający się do odholowania na złom...

"Rozbite okno" Jeffery Deaver'a to nie aż tak drastyczny przypadek, ale z łatwością wyczuwa się tu moment w którym następuje pewien przesyt. Balonik pęka, a co bardziej krytyczny czytelnik stara się jakoś pozlepiać poodrywane kawałki, bo samemu przed sobą wstyd mu się trochę przyznać, że zmarnował weekend na konsumpcję produktu nie pierwszej już świeżości ;)
15:11, robertlotse , Książkowo
Link Komentarze (2) »
piątek, 19 czerwca 2009
Oko cyklopa przyuważyło dziś na krakowskim rynku takie oto pieski dwa ;)

pieski dwa

Pieski są urocze, poruszają się synchronicznie w niesamowity wręcz sposób - ponieważ spod futra prawie nie widać im łap, to idąc sprawiają wrażenie jakby jechały na jakiejś deskorolce ;)

pieski dwa
pieski dwa

To chyba jest jakaś odmiana teriera, ale mogę się oczywiście mylić.
13:27, robertlotse , Varia
Link Komentarze (15) »
czwartek, 18 czerwca 2009
Dziś w Sieci pojawiło się Cyfrowe Archiwum Agnieszki Osieckiej.
Pod adresem www.ArchiwumAgnieszkiOsieckiej.pl dostępne są m.in zeskanowane "Dzienniki" z lat 50-tych, pamiętnik pisany w połowie lat 40-tych i trochę zdjęć "obiektów Agnieszki Osieckiej". Cokolwiek to znaczy. Same zaś zdjęcia Wojciecha Wietski jakieś takie strasznie szaro-bure, wręcz przygnębiające.

Z punktu widzenia przeciętnego użytkownika razi pewna toporność, brak przejrzystości, mało intuicyjna nawigacja. Twórcy jak gdyby nigdy nie zetknęli się z serwisem takim jak Google Books - który mimo tego, że jest webowym interfacem do gigantycznej bazy danych zupełnie na to nie wygląda.

Może jako partnera współtworzącego Archiwum Osieckiej lepiej jednak było wybrać Google'a niż Coca-Colę?

Agnieszka Osiecka - Cyfrowe Archiwum


No dobra, żeby tak nie zrzędzić smętnie - jedna fajna, radosna piosnka która za mną ostatnio chadza. I w słońce i w deszcz. Neko Case "This tornado loves you"





15:03, robertlotse , Varia
Link Komentarze (4) »
środa, 17 czerwca 2009
Podpatrzone przez oko cyklopa, dziś, gdzieś pod arkadkami między małym a dużym krakowskim rynkiem.

Kobieta z pasją

Ciekawe czy na starość też będę miał jeszcze tyle polotu, żeby kupić sobie szkicownik, pekińczyka i dywanik. I żyć kolorowo ;)

A muzycznie Terry Callier po raz pierwszy.


W 2001 roku ukazał się album francuskiej grupy Grand Tourism gdzie gościnnie wsamplowano jego głos we wspaniałe, klimatyczne nagranie "Les Courants D'Air".

Sam Terry Callier wydał właśnie swoją nową płytę. I to jaką...
Ale o tym może przy następnej okazji ;)
14:30, robertlotse , Varia
Link Komentarze (10) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13
Zakładki:
Bywam
Poczytuję
Podglądam
Samoróbki
Słucham
Varia




eXTReMe Tracker


statystyka