Kategorie: Wszystkie | Dźwiękowo | Filmowo | Książkowo | Myślotok | Notes | Politycznie | Varia
RSS
piątek, 07 maja 2010
skończ Pan już ten cyrk.

Od kilku tygodni odczuwam dość ciekawy dysonansik poznawczy. Mam bowiem wrażenie, że po kilkudziesięciu godzinach stuporu jaki pojawił w naszym życiu rankiem 10 kwietnia, wystąpiło w pewnych kręgach jakieś stadne zgłupienie.

Mój dysonansik dotyczy tego, że najmniej tego zgłupienia i pomroczności jest tam gdzie go było dotąd najwięcej - w kręgach polityków. Tylko Niesiołowski trzyma dawny "poziom", ze świecą szukać Palikota, a Radek Sikorski który jeszcze nie tak dawno chciał porwać za sobą tłumy zawołaniem "były prezydent Lech Kaczyński!" udał się na emigrację wewnętrzną do USA. Cała reszta stąpa jak po polu minowym bojąc się palnąć coś głupiego nawet na temat pogody w Smoleńsku miesiąc temu.

Niestety (dla względnie normalnych) pomroczność ogarnęła kręgi dziennikarskie, publicystyczne oraz elitki mniejszych i większych saloników. Cóż taki to już jest zawód: dziennikarz czy publicysta musi mówić, gdybać albo powątpiewać, żeby zarobić na chlebek. Tych rozumiem - sam się w tym kręgu trochę pokręciłem. Poniekąd uważam to za jeden z błędów młodości ;)

Co rusz pojawia się jednak jakiś głosik z kręgów poza publicystycznych, który zostaje głośniej zacytowany, a potem słychać już tylko chór głosików prawiących, polemizujących i przedrzeźniających.

W całym tym rejwachu są głosy, które ze względu na osobę i kontekst brzmią donośniej - co nie znaczy, że mądrzej.


Andrzej Wajda zapala znicz radzieckim żołnierzom 3.05.2010


I kiedy taki głos zabrzmi to względnie normalny człowiek (za jakiego się jeszcze uważam) ma niezły zgryz. Czy aby głos ten nie brzmi fałszywie, czy aby mnie nie gani za moją nieokrzesaną postawę. I czy aby mi nie sugeruje, że popełniam jakąś myślozbrodnię czując coś z goła odmiennego niż ów głos sugeruje.

Pomijam już głos Andrzeja Wajdy w sprawie wawelskiego pochówku i towarzyszące jej niemal kibolskie ekscesy pod krakowską kurią. Daleko uważniej przypatruję się za to akcji palenia zniczy na grobach radzieckich wojaków 9 maja.

Akcja powstała ponoć oddolnie gdzieś na Facebooku pod hasłem "Pamięć i Pojednanie" i dość szybko ujęła serca ludzi aspirujących do elitki. Ledwie w tydzień po katastrofie krakowskie Collegium Artium postawiło całej akcji stronkę 9maja.pl.

Trudno z całą to akcją polemizować, no bo niby jak?
Radzieckiemu sołdatowi, który własną krwią opłacił walkę z faszystowskim najeźdźcą głupiego znicza nawet nie chcesz zapalić? A poza tym kilka głupich zniczy zapalonych w majowym słońcu, a jaka szansa na pojednanie. I pokazanie w mediach.

No więc powiem, że ja na zawołanie żadnych zniczy sowieckim sołdatom palić w maju nie będę. Nie trafia do mnie argument, że to byli prości, młodzi chłopcy z Kazachstanu czy nawet zza Uralu. Argumenty ad misericordiam jakoś nie trafiają mi do serca, a używanie ich w dyskursie publicznym uważam za niesmaczne.

Ale są i przyczyny, które wydają mi się ważniejszej natury. Chodzi mi mianowicie o prawdę. Nie musi być przez duże "P" - ważne, żeby była prawdziwa.

A część tej prawdy jak mi się zdaje była aż nadto brutalna, aby teraz 9 maja urządzać w Polsce jakiś nowy dzień zadumy połączony z paleniem zniczy.


Kobieta w Berlinie -  Nina Hoss 2008


Nie wdając się w szczegóły powiem tylko, że jakieś tam korzenie rodzinne mam w Przemyślu. I jakoś sobie przypominam (przyznaję, że przez mgłę, ale jednak) atmosferę początku lat 80-tych i wakacje spędzane nad Sanem. To był ten krótki okres po jakim pozostało powiedzonko "wejdą? nie wejdą?". I dziś już chyba wiem, choć wtedy zupełnie inaczej rozumiałem te gesty - dlaczego niektóre starsze kobiety słysząc dyskusje na temat "wejdą? nie wejdą?" robiły znak krzyża i nie chciały w nich uczestniczyć.

Pamiętam też swoją podróż ze znajomym kilka lat temu, kiedy pędząc na jakiś 'azymut' zatrzymaliśmy się okolicy wioski-miasteczka Łagów Lubelski. Wjechaliśmy do lasu aby odpocząć i poczuć trochę leśnego chłodu w gorący lipcowy dzień. Szliśmy sobie przez ten lasek, a tam polanka. Polanka prawie jak malowana. A na polance mogiły.

W zasadzie ciężko było rozpoznać, że to cmentarzyk - mogiły prawie zrównane z ziemią, drewniane krzyżyki zbutwiałe, a wszystko zarośnięte. Po jakimś czasie pojawiła się jakaś babina zbierająca jagódki. Podeszła do nas i niby to do nas, a niby do mogił mówiła tyle lat panie, a serce pęka, strach panie taki był, że nikt kroku nie zrobił jak je ze wsi wzięli, szesnaście, dwadzieścia lat panie miały, całą noc je męczyli za nim ubili i poszli dalej za Niemcami.


Żeby to zabrzmiało klarownie - nie mam nic przeciwko pamięci, pojednaniu czy przebaczaniu. Związek sowiecki poniósł ogromne ofiary podczas II Wojny.

Nikomu też nie odmawiam prawa do palenia w cichości i zadumie zniczy na mogiłach radzieckich wojaków, choć w lasku pod Łagowem Lubelskim pewnie tych zniczy nie będzie.

Ale czuję niesmak gdy patrzę na kabotynizm, efekciarstwo i nawoływanie z użyciem fałszywych argumentów. Dla mnie Andrzej Wajda, który święto 3-go Maja postanowił uczcić zapaleniem zniczy na sowieckiej mogile i został ustrzelony przez gazetowego paparazzi w wystudiowanej, zadumanej pozie (to oczywiście przypadek...) wygląda po prostu fałszywie.


Obrazek jaki zmajstrowałem z hasłem "Pal znicze! Będziesz wielki" uważam za równie śmieszny (i tyleż niesmaczny) co hity duetu Figurski & Wojewódzki. Ale skoro znamienici publicyści wypominają teraz politykom, że jadą na trumnie, to i ja mogę chyba komuś wypomnieć, że jedzie na zniczach. Podobno to się nazywa teraz "satyra".


No dobra, dość docinków na ciężkie tematy. Mam nadzieję, że muzyczka się spodoba...



"It's Getting Late In The Evening" to strona B singla "Life's What You Make It" grupy Talk Talk. Nagranie ma już hmm... 24 lata!
środa, 05 maja 2010
Pogoda barowa. Za dzień, może dwa świetnie wpłynie na wybuchającą na każdym kroku purpurowość, żółtość i zieloność - których to barw z premedytacją nie ukazano na zdjęciu...


Brama z widokiem na Planty, Pijarska, Kraków 05.05.2010


Już po chwili w bramie pojawił się uzbrojony pan, który powiedział że brama jest prywatna i już.
19:18, robertlotse , Notes
Link Komentarze (10) »
wtorek, 04 maja 2010
Powiem szczerze, że dawno już wyrosłem z tego pięknego okresu kiedy człowiek babrze się w różnego rodzaju listach przebojów. Albo listach Hop-Bęc... te są zdecydowanie brrrr...

Owszem - od czasu do czasu zachowuję się jak jeden z bohaterów filmu "High Fidelity" - polskie wredne tłumaczenie: 'Przeboje i podboje' - równie idiotyczne jak sławne 'Miłość, szmaragd i krokodyl' (kto pamięta o jaki film chodziło? ;)

"High Fidelity" to całkiem niezła (nie powiem jednak, że świetna) ekranizacja świetnej powieści Nicka Hornby'ego.




Sama powieść jako taka powinna być zalecaną, a nawet obowiązkową lekturą dla nastolatek, starszych nastolatek i starych nastolatek. Może nie jest to jakaś wielka biblia męskich zachowań, ale na pewno pozwoli owym nastolatkom zapoznać się z podstawową gamą niedojrzałych męskich zachowań. Naprawdę przyda się Wam to, zanim zdecydujecie się na wejście w głęboko toksyczno-patologiczną relację uczuciową z jednym z nas.

Oczywiście zamiast starych winyli i pierwszych edycji singli możecie sobie podstawić dowolne samcze hobby: ryby i rybki, autka i grupowo analizowane meczyki. Niby szeroka gama fetyszy - a zachowania niemal te same. Jak to u dzieci :)

Tak więc jak każdy infantylny samczyk mam swoją prywatną listę "pięciu najlepszych nagrań przy których nie można jechać wolniej niż 160 km/h" - w kolejności:
- 'Vision Thing' Sisters Of Mercy,
- 'Synchronicity I' The Police,
- 'Muscoviet Mosquito' Clan Of Xymox,
- 'Don't Need A Gun' Billy Idol,
- 'Ready Steady Go' Paul Oakenfold

Prócz tego jest of koz lista "piętnastu najlepszych piosenek do niedzielnego, porannego figo-fago" i kilka list na inne okazje...

Patrzę i kontempluję teraz kolejne, trzecie już wydanie trójkowej zbieranki Polski Top Wszech Czasów. No i muszę powiedzieć, że z licznych względów sentymentalno-emocjonalnych praktycznie cała ta lista bliska mi jest jak cholera... Jest na niej aż osiem słoików Dżemu i dużo innych przysmaków. Zdziwiły mnie tylko dwa nagrania Maanamu, tyle samo ma Coma, hmmm... no trudno.

Ale w zasadzie to najbardziej ucieszył mnie fakt, że Kazik Staszewski z różnych okresów i w różnych aliansach zajmuje na tej liście ponad 10 procent, choć zachodzę w głowę dlaczego nie ma "Piosenki młodych wioślarzy" i "Sześć lat później", a są "Czarne słońca"...




I to by było tyle na dziś, jako post scriptum dodam tylko, że powieść Nicka Hornby'ego "High Fidelity" ukazała się na polskim rynku pod tytułem "Wierność w stereo"
czwartek, 29 kwietnia 2010
Podobno pierwsze prawo marketingu brzmi: z różowym nie wygrasz

Fortepian Chopina


Replika fortepianu Pleyel z 1847 roku w tonacji "wściekły róż", Plac Matejki, Kraków.
13:55, robertlotse , Varia
Link Komentarze (9) »
czwartek, 22 kwietnia 2010
Żałoba, żałoba, po żałobie...
Trochę żałuję, że już 'po wszystkim', bo radio w czasach żałoby to po prostu radio moich marzeń. Większość stacji radiowych wyciąga z górnych półek takie muzyczne cymesy, że aż chce się żyć tą muzyczną żałobą.

Oczywiście, łatwo można zauważyć, że większość muzyki dla żałobników pochodzi ze składanek z piosenkami dla "na śmierć zakochanych" - przez te kilka dni "Lovers in the wind" Rogera Hodgsona i "Everybody hurts" REM słyszałem chyba z 50 razy. Wystarczy jednak spojrzeć na taką np. playlistę Trójki, żeby zauważyć że muzyczną sztampę i bezguście udało się choć na chwilę zagonić do kąta.

Swoją drogą wielkie dzięki Krajowej Radzie R&TV oraz wszystkim "zespołom ds. programowania muzyki", że (jeszcze?) nie wpadli na pomysł ogłoszenia mniej lub bardziej oficjalnej listy zakazanych piosenek - jak to się stało w jues po wydarzeniach 9/11. Dzięki temu w 'Trójce' mogłem sobie w prajm-tajmie posłuchać "Hymn For The Fallen" Lisy Gerrard.


Zostając jeszcze na moment przy tematyce funeralnej...
Trochę mnie wcięło, gdy przeglądałem sobie fotki z niedzielnej ceremonii. Gapię się i gapię w jedno ze zdjęć, a w tyle głowy coś mnie drapie...


Karawan Maserati Quattroporte - Kraków 18.04.2010


Dopiero po kilku minutach doszedłem co tak mnie drapie...
Trójząb!

Karawan który przewoził z Balic na krakowski rynek trumnę z ciałem prezydenta to... Maserati. Pyszna bryka, że tak powiem :)

Nie wiem czy Maserati Quattroporte w wersji 'karawan' to ekstremalny tuning czy może bardziej lans, ale szczerze mówiąc to taki drobny, funeralny lansik nawet mi się podoba.

Ponieważ autko jest na krakowskich blachach, to istnieje duże prawdpodobieństwo, że postanowię się nim przejechać. Choć raz. Ale nie prędko...


A na zakończenie pochwalę się (choć to może jednak lekki obciach w kontekście tego co napisałem o radiu w czasach żałoby) co mnie rano stawia na nogi. Mówcie co chcecie ale przynajmniej ten jeden 'dopalacz' mi się naprawdę podoba. Oto bowiem Coco Sumner, córa Stinga stworzyła własny muzyczny projekt pod szyldem "I Blame Coco". Znając ten stary, poczciwy szołbiz, to pewnie gdzieś latem uda się jej zrobić trochę zamieszania - a co dalej to czas pokaże.

"Caesar" jako utwór do porannej kawy, kawiarnianych plotek i rytmicznego tuptania sprawdza się znakomicie.




czwartek, 15 kwietnia 2010
Cóż tu powiedzieć...
Jeszcze kurz nie opadł, jeszcze ciał nie pogrzebano, a już słychać pogardliwe warczenie i poszczekiwanie.

Janina Paradowska jest rzadkim przypadkiem dziennikarza, dzięki któremu w dość prosty sposób można zapoznać się z podstawowymi technikami manipulacji. Polecam szczególnie śledzenie jej działalności na antenie radia Tok FM - poranne lekcje są po prostu bezcenne.

Nie będę się tu teraz specjalnie wyzłośliwiał, ale proszę tylko posłuchać nagrania z dzisiejszego poranka. Cóż za przemiły ton komentarzy, a jaka retoryka! Słuchajcie młodziaki i uczcie się, a daleko zajedziecie.

Janina Paradowska z prawdziwą wirtuozerią pokazuje tutaj w jaki sposób używając dyskretnych rozróżnień Oni vs. My można przeinaczyć i zafałszować przebieg i kontekst zdarzeń. Wystarczy oto jedno drobne wtrącenie: już nam Ktoś mówi, że nie wolno Nam rozmawiać na temat wawelskiego pochówku - aby udało się pociągnąć ten wątek w odpowiednią stronę. Paradowska nie wyjaśnia oczywiście kim są Oni - w domyśle są to Czarni Moherowi Kaczyści, ale zielone ludki nie są tu wykluczone.

Chwyt Nam zabraniają sprawdza się znakomicie, bo mało kto lubi jak mu się czegoś zabrania - co sprawia, że podświadomie identyfikujemy się z bliżej nieokreśloną grupą Nam. A nawet jeśli identyfikacja Ja należę do prześladowanego Nam wypadnie negatywnie, to gdzieś z tyłu głowy czujemy współczucie dla jakiejś pani z radia, której ktoś ogranicza wolność wypowiedzi. Nasze neurony lustrzane już zadbają bezrefleksyjne o współczucie dla ofiary.

Oczywiście podczas porannej gonitwy mało kto zadaje sobie banalne pytanie: ale o co chodzi, kto zabrania o czymś mówić skoro gadają o tym przez 40 minut?

Nieśmiało tylko przypomnę sympatykom Wielkiej Bojowniczki o Wolność Słowa, że na polecenie Adama Michnika bez szemrania usunęła niewygodne i kompromitujące fragmenty dotyczące "afery Rywina" z gotowego już wywiadu z Leszkiem Millerem...

I to by było na tyle, bo nie chcę przypadkiem znaleźć się w tłumie gęgaczy.

A muzycznie fragmencik z nie takiej starej, ale lekko już zakurzonej płyty "Remembrances" Henryka Miśkiewicza. Wybrałem aranżację tematu "Polskie Drogi" niezapomnianego Kuryla. Przy fortepianie Andrzej Jagodziński.



środa, 14 kwietnia 2010
Lech Kaczyński nigdy nie był moim ulubionym bohaterem bajki zatytułowanej "A to Polska właśnie". Tak już jakoś po prostu wyszło.

Owszem, gdzieś tam w głębi - bardziej jednak intuicyjnie niż rozumowo czułem o co Mu (i jego ugrupowaniu) chodzi w uprawianiu polityki. Rozumowo dostrzegałem jednak jak pokazowo "bracia" strzelali sami sobie w stopy i wystawiali się na strzały harcowników i dziennikarzy. O tym jednak napiszę za kilka dni.

Teraz będzie tak bardziej hmm... metafizycznie i z pewną zadumą.

Oto bowiem w sobotni ranek 10 kwietnia poczułem, że zdarzyła się śmierć niezwykła, a może nawet - tu głupie słowo, ale jedyne jakie mi przyszło do głowy - śmierć piękna.

Tak wiem i rozumiem, że to nie była śmierć jednostkowa - i pewnie trudno by mi było powiedzieć o tym pięknie komukolwiek z najbliższych tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem. Proszę więc traktować dużą część tej notki jakby odnosiła się do każdej z ofiar smoleńskiej katastrofy.

Większość z nas, żywych - nie rozumie śmierci. Wszyscy się jej lękamy, choć każdy na swój indywidualny sposób. Jedni boją się jej nagłości i pozostawienia po sobie niezamkniętych spraw. Inni boją się cierpienia, a kolejni odczuwają żal z powodu nieodwracalnej utraty możliwości korzystania z uciech świata.

Daleki jestem od uznawania przypadków za znaki - "nie ma przypadków, są tylko znaki" - tylko jak to udowodnić? Nie ma znaków, są tylko przypadki - ma dla mnie identyczną logikę. I też trudno to udowodnić. Idealna symetria. Remis. 1:1.

Dostrzegam jednak (być może znowu jest to spostrzeżenie bardziej intuicyjne niż rozumowe), że są takie przypadki i takie znaki, które odmieniają sens i kontekst wydarzeń.

Gdzieś tam, na osi czasu pojawia się taki znak i zdarza taki przypadek, dzięki którym odcinek osi z napisem "przyszłość" zmienia się nie do poznania. Tu zaszła zmiana, że nieśmiało posilę się cytatem ze starego szkolnego kajetu.

Jak mi się zdaje, właśnie znaleźliśmy się w takim momencie. Zaszła zmiana nie tylko w nas, ale i w naszym otoczeniu. Ba, ta zmiana niczym fale sejsmiczne ogarnęła pół globu zamieszkanego przez homo sapiens.

Owszem, dla większości z nich będzie to kolejny bad news is a good news - nie takie newsy już widzieli. Tsunami, 9/11, Haiti - w hierarchii tych zbiorowych nieszczęść kolejny rozbity samolot nie znajdzie się zbyt wysoko. Dlaczego jednak przy okazji smoleńskiej katastrofy przyszło mi na myśl, że ta śmierć jest na swój okrutny i bolesny sposób piękna?

Cóż, być może jest tak, że w tym popyrtanym, nieposprzątanym świecie panuje jednak jakaś logika, której istnienia możemy się ledwie nieśmiało domyślać. Może zdarzenia i miejsca, które tak wielu i tak uparcie próbowało tak długo zamilczeć, właśnie dzięki tej niepoznawalnej dla nas logice nadal będą istnieć.

Może jest tak, że ofiary w ten okrutny i bolesny dla żywych sposób dopominają się o odrobinę pamięci? Może jest tak, że przez całe lata ofiary Katynia były nie tylko ofiarami swych katów, ale też ofiarami grzechu niepamięci?

Może jest tak, że ten uparty, gburowaty, egocentryczny i kompromitujący całą postępową Polskę Prezydent Lech Kaczyński, który sporą część swej energii poświęcił na odłamywanie polskiej historii w ostatecznym rozrachunku poświęcił swoje życie za pamięć o Katyniu? Może właśnie dzięki tej zbiorowej ofierze Katyń nie będzie już mało znanym słowem kojarzącym się nielicznym z II Wojną Światową, ale stanie się ważnym, samoistnym i równoprawnym pojęciem w podręcznikach historii - obok Drezna, Ardenów, Hiroshimy i Pearl Harbor?

Niczego nie twierdzę ani nie przesądzam. Tak tylko pytam z pewną nadzieją w głosie.


A teraz coś jeszcze zapuszczę - Mazzy Star "Into dust". Hmm, właśnie sobie zdałem sprawę z tego, że dziewczyna, która zaśpiewa ma na imię Hope. Ładnie prawda?



piątek, 09 kwietnia 2010
Po raz pierwszy usłyszałem tą piosenkę lata temu w sobotniej popołudniowej audycji Piotra Kaczkowskiego. Z tego co pamiętam, to pojawiała się raz na rok gdzieś pod koniec marca.

Sideway Look to jeden z tych wielu zespołów z lat 80-tych, po których pozostał jeden czasem dwa albumy i parę singli. Trochę szkoda, że ze swoją gitarową, bezpretensjonalną muzyką utonęli we wzbierającym potoku syntetycznego new-romantic.

I powiem szczerze, że nawet teraz kiedy słucham z jakim polotem i werwą nagrali "Spring again" to myślę, że różne młodziaki szturmujące listy najczęściej ściąganych plików mogą im tylko zazdrościć.

Tagi: 80s muzyka
14:28, robertlotse
Link Komentarze (2) »
czwartek, 08 kwietnia 2010
No to fajowo...

Jónsi - gitarzysta i wokalista Sigur Ros wystąpi w Polsce w ramach krakowskiego festiwalu Sacrum Profanum 2010. 17 i 18 września w hali ocynowni Arcelor Mittal Jónsi zaprosi nas do świata muzyki, teatru i multimediów w ramach trasy Go Tour 2010. Czuję, że będzie pysznie :)


Jónsi - Go Tour 2010


Niezaznajomieni z tematem mogą zerknąć na www.jonsi.com
sobota, 03 kwietnia 2010
No po prostu aż się zachłysnąłem wielkanocną chrupką...

Piszę na Gmail'u list do B. o kalendarzach, kafelkach i słuchaniu Ravela. Ostatnia linijka wygląda jak następuje Cmoki i ściskania załączam.
Wyślij, Enter, Amen.

A tu zza krzaka wyskakuje mi takie oto googlowe okienko:

Czy miały zostać załączone pliki?
Twoja wiadomość zawiera wyrażenie „załączam”, ale nie załączono żadnych plików. Czy mimo to wysłać wiadomość?

Rozumiem, że to tak dla wygody... no ale bez przesady. Czy ja wyglądam aż na takiego matoła ze sklerozą? A pocałujcie wy mnie, no...

Nie tak dawno na UW odbyła się debata "Dlaczego głupiejemy". Wnioski dość przygnębiające, choć dla mnie to żadna nowina bo słucham co i jak ludzie mówią w kawiarniach, sklepach i tramwajach.

Uczestnicy debaty doszli do wniosku, że za częścią tego zbiorowego głupienia stoją nowoczesne technologie, dzięki którym nie musimy za bardzo myśleć co robimy...

Jakaś "mondra głowa" w Polski Radiu umieściła relację z tej debaty w dziale "Muzyka". No to ja wracam do słuchania Ravela...

ps. - nawet Blox podpowiada tagi, ciekawe tylko czemu jest tam tyle błędów?
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13
Zakładki:
Bywam
Poczytuję
Podglądam
Samoróbki
Słucham
Varia




eXTReMe Tracker


statystyka