Kategorie: Wszystkie | Dźwiękowo | Filmowo | Książkowo | Myślotok | Notes | Politycznie | Varia
RSS
poniedziałek, 29 czerwca 2009
Zazwyczaj bywa tak: spacer, kino, kawa, łóżko.
W erze O tempores! O mores! kolejność bywa odwrotna. Zresztą w życiu dość często tak właśnie bywa - niby wszystko płynie, niby nie da się życia przejechać na wstecznym, ale...

Ale intuicja, serce i emocje czasem podpowiadają żeby jednak spróbować odwrócić strzałkę czasu. Podobno wszystkie znane nam prawa fizyki zostałyby wtedy zachowane. O prawach moralnych nauka już jednak nie wspomina...

Zazwyczaj bywa tak:
Ona: Ciao...
On: No nareszcie, już tak długo czekam!
Ona: może chcesz żebym poszła?
On: NIE! Co ci przyszło do głowy? Sama myśl o tym jest dla mnie straszna!
Ona: Kochasz mnie?
On: Oczywiście. O każdej porze dnia i nocy!
Ona: Czy mnie kiedyś zdradziłeś?
On: NIE! Nigdy! Dlaczego pytasz?
Ona: Chcesz mnie pocałować?
On: Tak, za każdym razem i przy każdej okazji!
Ona: Czy byś mnie kiedykolwiek uderzył?
On: Zwariowałaś? Przecież wiesz jaki jestem!
Ona: Czy mogę ci zaufać?
On: Tak.
Ona: Kochanie...

Ale co się dzieje ćwierć wieku po ślubie? Spróbuj odwrócić strzałkę czasu i jeszcze raz przeczytaj, tym razem od dołu...

ps. ciekawe jak będzie tym razem ;)?


18:52, robertlotse , Myślotok
Link Komentarze (22) »
piątek, 26 czerwca 2009
Recenzja na osiem liter? Proszę bardzo: to jest to ;)
"Rozświetlone akwaria" Sophie Bassignac taka powieść na jedną tylko noc. Może nawet powiastka - ledwie 200 stron. Ale jakie!

Fabuła, forma i objętość skomponowana w optymalnych proporcjach, a po lekturze nie czuje się ani zmęczenia, ani znudzenia. Dominującym odczuciem jest pewna satysfakcja z szarym odcieniem zawiedzenia. Że to już koniec, że czas pożegnać świat Claire, gasić światło i iść spać.

Rozświetlone Akwaria [2009] - Sophie Bassignac


Najmocniejszą stroną książki jest pewna potoczystość i naturalność w oddawaniu nastrojów i emocji, ale bez cienia zadęcia i napuszenia - jak to czasami bywa. Zadęli się chyba tylko recenzenci i marketingowcy pisząc o 'psychologicznym studium samotności kobiety' i przywołując Hitchcocka i Kieślowskiego. No ale skoro trochę to chyba pomogło literackiej debiutantce to wybaczmy im ;)

Claire w żadnym razie nie jest kobietą samotną. Jest singielką szukającą uspokojenia w ciszy własnego mieszkania i książkach. No bo to co niby za 'studium samotności' gdy bohaterka ma rodzinę, przyjaciółki i kochanka ;)? Claire żyje po prostu nieco na uboczu pędzącego świata, do zebrań w wydawnictwie ma stosunek wyluzowany, a do ludzi ją otaczających dystans lekko półśredni.

Claire zaprzyjaźnia się z jednym ze swych sąsiadów, nieco tajemniczym starszawym już Japończykiem, a więź jaka między nimi powstaje to ciepłe kumpelstwo. Jest więc miło, ciepło i anielsko aż do dnia gdy... No właśnie, i tu jest to coś co w tej opowiastce jest fajne - a mianowicie brak "punktu kulminacyjnego" ;)

Owszem, bohaterka przeżywa pewną kulminację napięć - ale na szczęście ani w jej życiu, ani w narracji powieści nic z tego powodu raczej się nie wali. Ot, takie tam fobie, omamy i przelotne naprężenia. Nic wielkiego.

Powieść zamyka się więc łagodnie, niczym uległa powieka zwiedziona przez Morfeusza. W umyśle czytelnika może rodzić się tylko refleksja na temat tego, jak wielu ludzi z którymi się zaprzyjaźniamy, nakłada maski i zwodzi nas - a urokliwa intymność tych relacji jest jedynie mirażem.

Sumując w jednym zdaniu - Sophie Bassignac napisała powieść zgrabną, ładną i łatwo przyswajalną ;)


A teraz z innej beczki...
Czy ja już pisałem, że Terry Callier nagrał swój nowy album ;)? Czy mając 65 lat można nagrać świetną, nowoczesną płytę? Na szczęście dla nas odpowiedź brzmi: można :)!



Na "Hidden Conversations" Callier udowadnia, że jako emeryt ma więcej pomysłów niż wielu młodziaków ery cyfrowej. Wszystko na tej płycie pasuje do siebie idealnie - niczym nuty w dobrym, szlachetnym trunku. Takie utwory jak "Sunset Boulevard", "Wings", "John Lee Hooker" czy cudowny "Once I Dreamed Of Heaven" to esencja tego czego przynajmniej ja oczekuję od muzyki. Są tu emocje, jest świeżość. I najważniejsze: jest zaskoczenie - momentami jedno za drugim ;)

Nawet nowa wersja "Live with me" jest nieco zaskakująca - mniej przygnębiająca, za to jakaś taka bardziej pastelowa. Ale równie tęskna. Tak jakby gdzieś tam w tle paru klawiszy dotknął hmm... Vangelis? No ale posłuchajcie sami ;)


17:00, robertlotse , Książkowo
Link Komentarze (6) »
środa, 24 czerwca 2009
Lato w tym roku przyszło z burzami
No i zburzyło jej spokój, zachmurzyło myśli
Obudziło wspomnienie, rozogniło pragnienie

Dziś na śniadanie mozarella ze świeżymi listkami bazylii,
do tego lampka radosnej kadarki i kawa jakiej dawno nie piła
Inka, zbożowa, czekoladowa

Jemy dziś jak pastuszkowie powiedział patrząc w okno
To dobrze czy źle? spytała swoje myśli

Ale myśl jedna po drugiej odwracały się już w inne strony
Jedna podbiegła do lustra, druga do okna
trzecia była już w drodze na przystanek

Tak to sobie wczoraj wymarzyła
Nic z tego nie wyszło. Znowu.



Jakieś trzy lata temu, w wieczornej trójkowej audycji "Chillout Cafe" usłyszałem najnowszy, jeszcze wtedy ciepły singiel Massive Attack "Live with me" To był szok - ten rodzaj szoku jakiemu towarzyszą "ciary chodzące po plerach". Samo nagranie takie sobie, Massive jak to Massive - po prostu trzymają poziom. Większość emocji wiąże się z "tym głosem" - zawodzi niczym wilk stepowy by już za chwilę mówić tonem psychoterapeuty.

Ten Głos, Terry Callier właśnie wydał nową płytę...
14:42, robertlotse , Myślotok
Link Komentarze (9) »
wtorek, 23 czerwca 2009
Ech życie, życie... i jak tu opisywać takie powieści?? Lubię od czasu do czasu sięgnąć po jakąś sensacyjkę, wszak nie można marnować całego życia na bezmyślnym czytaniu Sokratesa ;) Przez 2/3 nowa powieść Jeffery Deaver'a jest wporzo.

Duet Lincoln Rhyme i Amelia Sachs znów na tropie. Tym razem ich przeciwnikiem jest 522 - psychopata, morderca i złodziejaszek tożsamości w jednym. 522 zabija swe ofiary z pomysłem, pasją i wyrachowaniem zostawiając spore ilości śladów. Tyle, że to nie jego ślady. 522 wrabia niewinne osoby w dokonane przestępstwa. I robi to perfekcyjnie, bo ślady, dane i dowody jakich używa są niemal niepodważalne.

Jak już zaznaczyłem jest wporzo, choć schemat On & Ona na tropie jest już w powieściach sensacyjnych zgrany bardziej niż szelakowe płyty mojego dziadka. Fabuła trzyma się realiów, mamy fragmenty narracji wewnętrznej 522, akcja stopniowo przyspiesza i zagęszcza się.

Jeffery Deaver - Rozbite Okno [kryminał, sensacja, powieść]


No właśnie - przychodzi taki moment gdy akcja zagęszcza się aż za bardzo. Niestety, gdzieś po 350 stronach lektury pojawia się jeszcze 100 Stron Prawdy :) Robi się tu gęsto do tego stopnia, że elektrownia odcina prąd a policyjny wydział wewnętrzny łapie własnych kolegów. Naszym bohaterskim śledczym wali się na głowę 101 kłopotów.

To jest niestety Ten Moment występujący w 95-ciu procentach sensacyjek jakie poczytuję, który nazywam Czarną Dziurą. W tej Czarnej Dziurze prawa grawitacji i logiki dostają po głowie - zwycięża bowiem niepohamowane dążenie twórcy do tego aby wszystko efektownie zamknąć. W tym celu autor rozpędza wehikuł powieści do zawrotnej prędkości, pali gumy i jedzie po bandzie. Wszystko oczywiście po to, aby na maksymalnej prędkości widowiskowo przekroczyć linię mety.

Jako szary czytelnik muszę niestety zauważyć, że ta jazda po bandzie i palenie gum kończy się w wielu przypadkach urwaniem zawieszenia, zatarciem silnika - a czasem nawet pokazowym huknięciem o barierki banału i przewidywalności, po którym z wehikułu powieści zostaje wrak nadający się do odholowania na złom...

"Rozbite okno" Jeffery Deaver'a to nie aż tak drastyczny przypadek, ale z łatwością wyczuwa się tu moment w którym następuje pewien przesyt. Balonik pęka, a co bardziej krytyczny czytelnik stara się jakoś pozlepiać poodrywane kawałki, bo samemu przed sobą wstyd mu się trochę przyznać, że zmarnował weekend na konsumpcję produktu nie pierwszej już świeżości ;)
15:11, robertlotse , Książkowo
Link Komentarze (2) »
piątek, 19 czerwca 2009
Oko cyklopa przyuważyło dziś na krakowskim rynku takie oto pieski dwa ;)

pieski dwa

Pieski są urocze, poruszają się synchronicznie w niesamowity wręcz sposób - ponieważ spod futra prawie nie widać im łap, to idąc sprawiają wrażenie jakby jechały na jakiejś deskorolce ;)

pieski dwa
pieski dwa

To chyba jest jakaś odmiana teriera, ale mogę się oczywiście mylić.
13:27, robertlotse , Varia
Link Komentarze (15) »
czwartek, 18 czerwca 2009
Dziś w Sieci pojawiło się Cyfrowe Archiwum Agnieszki Osieckiej.
Pod adresem www.ArchiwumAgnieszkiOsieckiej.pl dostępne są m.in zeskanowane "Dzienniki" z lat 50-tych, pamiętnik pisany w połowie lat 40-tych i trochę zdjęć "obiektów Agnieszki Osieckiej". Cokolwiek to znaczy. Same zaś zdjęcia Wojciecha Wietski jakieś takie strasznie szaro-bure, wręcz przygnębiające.

Z punktu widzenia przeciętnego użytkownika razi pewna toporność, brak przejrzystości, mało intuicyjna nawigacja. Twórcy jak gdyby nigdy nie zetknęli się z serwisem takim jak Google Books - który mimo tego, że jest webowym interfacem do gigantycznej bazy danych zupełnie na to nie wygląda.

Może jako partnera współtworzącego Archiwum Osieckiej lepiej jednak było wybrać Google'a niż Coca-Colę?

Agnieszka Osiecka - Cyfrowe Archiwum


No dobra, żeby tak nie zrzędzić smętnie - jedna fajna, radosna piosnka która za mną ostatnio chadza. I w słońce i w deszcz. Neko Case "This tornado loves you"





15:03, robertlotse , Varia
Link Komentarze (4) »
środa, 17 czerwca 2009
Podpatrzone przez oko cyklopa, dziś, gdzieś pod arkadkami między małym a dużym krakowskim rynkiem.

Kobieta z pasją

Ciekawe czy na starość też będę miał jeszcze tyle polotu, żeby kupić sobie szkicownik, pekińczyka i dywanik. I żyć kolorowo ;)

A muzycznie Terry Callier po raz pierwszy.


W 2001 roku ukazał się album francuskiej grupy Grand Tourism gdzie gościnnie wsamplowano jego głos we wspaniałe, klimatyczne nagranie "Les Courants D'Air".

Sam Terry Callier wydał właśnie swoją nową płytę. I to jaką...
Ale o tym może przy następnej okazji ;)
14:30, robertlotse , Varia
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 15 czerwca 2009
To jest to co lubię - przyzwoite czytadło na weekend ;)
Tytułowy Zugzwang to pojęcie dotyczące takiej sytuacji w czasie partii szachów, gdy pozostaje nam bardzo niewielki wybór posunięć, a każde z nich tylko pogarsza naszą sytuację. Ale jak mus to mus, tak jak w życiu...

Bennet umieścił akcję swej powieści w Sankt Petersburgu z początku XX wieku. Elementami powieściowej dekoracji jest więc Car, Ochrana, elity towarzyskie i spiskowcy. Mało?
No to jest jeszcze główny bohater: doktor Spethmann - psychoanalityk; a jakżeby inaczej ;)

Autor zastosował jeszcze literackiego MacGuffin'a - partię szachów, którą doktor Spethmann rozgrywa ze swym przyjacielem przez cały czas trwania powieści. Osoby, które podczas kartkowania książki odrzuci widok szachownic i fragmenty notacji szachowej uspokajam - to tylko taki gadżecik i kwiatek do kożucha :)


Ronan Bennet - Zugzwang


Zdecydowanym plusem powieści jest styl narracji - szybki, zwarty, napisany w pierwszej osobie. Bennet uniknął zbytniej szczegółowości i silenia się na realizm historyczny. Wiemy tylko, że jesteśmy w Sankt Petersburgu z początku XX wieku, ale nie wali nam się na głowę niezliczona ilość "ornamentów" jakimi autorzy uwielbiają wręcz dekorować podobne powiastki ;)

Oczywiście pojawia się pewne tło historyczne, bo w końcu trzeba jakimiś figurami zapełnić szachownicę ;) Są więc towarzyskie 'szyszki', policjanci, rewolucjoniści, tajni agenci i trupy wyłowione z rzeki. Krok po kroku wchodzimy w ten świat zastanawiając się who is who. Na nasze szczęście nie jest to proces zbyt męczący ;)

Ach... zapomniałbym - jest też wątek miłosny. Jeśli oczywiście romans psychoanalityka ze swą pacjentką można nazwać miłością :)

Sumując w dwóch zdaniach: "Zugzwang" Bennet'a to powieść, która nie przytłacza czytelnika swoim efekciarstwem, chwilami lekko intryguje, przez moment głębiej wciąga. No właśnie - tylko przez moment. Można powiedzieć, że to jest plus ujemny jeśli chodzi o wakacyjną lekturę ;)

A muzycznie dziś... Empire Of The Sun z klipem "We are the people"



Złośliwcy twierdzą, że to zalatuje strasznym kiczem, a mnie się nawet podoba :)
No co, nie wolno ;)??
środa, 10 czerwca 2009
Po nagraniu w 1995 roku albumu "Shag Tobacco" Gavin Friday po prostu wziął i zniknął... a szkoda...

No może nie zniknął tak do końca, bo pojawiały się jakieś soundtracki w których maczał palce, a nawet czytał dzieciom bajkę "Piotruś i Wilk"

Ostatnio był widziany w Olympic Studios gdzie U2 kończyli właśnie mixowanie "No Line On The Horizon"...

I bardzo szkoda, że póki co chyba nie ma szans na jakieś nowe nagranie w rodzaju "You Me And World War Three". Albo jeszcze coś a la "Angel", które pojawiło się na soundtracku do filmu "Romeo + Juliet" Baz'a Luhrmann'a.

Pozostaje więc czekać, aż Gavin'owi znudzi się nuda ;)


17:14, robertlotse , Dźwiękowo
Link Komentarze (5) »
wtorek, 09 czerwca 2009
Książka tak zabawna jak zabawne są polskie komedie romantyczne. I na tym by się mogła skończyć cała moja recenzyjka ;)

Zabrałem się za "Pieskie życie mojego kota" Karoliny Macios z najlepszymi intencjami - bo nie dość, że to babska powiastka, to jeszcze taka krakowska - dzieje się gdzieś tu, teraz i obok. Głównie na krakowskim Kazimierzu.

Niestety gdzieś w połowie dosłownie przywalił mnie ten myślotok i słowotok przelewany na papier. Momentami jest nawet fajnie tylko czemu tak dużo ;)?? Czyż naprawdę trzeba przelewać na papier wszystko, co tylko przyjdzie do głowy?? Autorka uparła się żeby to zrobić...

Karolina Macios - Pieskie życie mojego kota


Skutki tego takie są, że facet który to czyta dla przyjemności (jak ja ;) traci gdzieś w połowie zainteresowanie tym czytadłem pisanym w blogowo-anegdotkowym stylu. Za dużo tu silenia się na poczucie humoru, silenia się na luz. I kiedy dochodzi do opisu sytuacji w której to cała załoga auta wiozącego Straszną Ciocię rzyga po kątach i przez okna to.. to.. to czytelnik ma się nawet ochotę przyłączyć. Z pewnego znudzenia banałem.

To typowa książka do zabrania na plażę - i można ją tam z czystym sumieniem zostawić w piachu...
 
1 , 2
Zakładki:
Bywam
Poczytuję
Podglądam
Samoróbki
Słucham
Varia




eXTReMe Tracker


statystyka