Kategorie: Wszystkie | Dźwiękowo | Filmowo | Książkowo | Myślotok | Notes | Politycznie | Varia
RSS
czwartek, 29 kwietnia 2010
Podobno pierwsze prawo marketingu brzmi: z różowym nie wygrasz

Fortepian Chopina


Replika fortepianu Pleyel z 1847 roku w tonacji "wściekły róż", Plac Matejki, Kraków.
13:55, robertlotse , Varia
Link Komentarze (9) »
czwartek, 22 kwietnia 2010
Żałoba, żałoba, po żałobie...
Trochę żałuję, że już 'po wszystkim', bo radio w czasach żałoby to po prostu radio moich marzeń. Większość stacji radiowych wyciąga z górnych półek takie muzyczne cymesy, że aż chce się żyć tą muzyczną żałobą.

Oczywiście, łatwo można zauważyć, że większość muzyki dla żałobników pochodzi ze składanek z piosenkami dla "na śmierć zakochanych" - przez te kilka dni "Lovers in the wind" Rogera Hodgsona i "Everybody hurts" REM słyszałem chyba z 50 razy. Wystarczy jednak spojrzeć na taką np. playlistę Trójki, żeby zauważyć że muzyczną sztampę i bezguście udało się choć na chwilę zagonić do kąta.

Swoją drogą wielkie dzięki Krajowej Radzie R&TV oraz wszystkim "zespołom ds. programowania muzyki", że (jeszcze?) nie wpadli na pomysł ogłoszenia mniej lub bardziej oficjalnej listy zakazanych piosenek - jak to się stało w jues po wydarzeniach 9/11. Dzięki temu w 'Trójce' mogłem sobie w prajm-tajmie posłuchać "Hymn For The Fallen" Lisy Gerrard.


Zostając jeszcze na moment przy tematyce funeralnej...
Trochę mnie wcięło, gdy przeglądałem sobie fotki z niedzielnej ceremonii. Gapię się i gapię w jedno ze zdjęć, a w tyle głowy coś mnie drapie...


Karawan Maserati Quattroporte - Kraków 18.04.2010


Dopiero po kilku minutach doszedłem co tak mnie drapie...
Trójząb!

Karawan który przewoził z Balic na krakowski rynek trumnę z ciałem prezydenta to... Maserati. Pyszna bryka, że tak powiem :)

Nie wiem czy Maserati Quattroporte w wersji 'karawan' to ekstremalny tuning czy może bardziej lans, ale szczerze mówiąc to taki drobny, funeralny lansik nawet mi się podoba.

Ponieważ autko jest na krakowskich blachach, to istnieje duże prawdpodobieństwo, że postanowię się nim przejechać. Choć raz. Ale nie prędko...


A na zakończenie pochwalę się (choć to może jednak lekki obciach w kontekście tego co napisałem o radiu w czasach żałoby) co mnie rano stawia na nogi. Mówcie co chcecie ale przynajmniej ten jeden 'dopalacz' mi się naprawdę podoba. Oto bowiem Coco Sumner, córa Stinga stworzyła własny muzyczny projekt pod szyldem "I Blame Coco". Znając ten stary, poczciwy szołbiz, to pewnie gdzieś latem uda się jej zrobić trochę zamieszania - a co dalej to czas pokaże.

"Caesar" jako utwór do porannej kawy, kawiarnianych plotek i rytmicznego tuptania sprawdza się znakomicie.




czwartek, 15 kwietnia 2010
Cóż tu powiedzieć...
Jeszcze kurz nie opadł, jeszcze ciał nie pogrzebano, a już słychać pogardliwe warczenie i poszczekiwanie.

Janina Paradowska jest rzadkim przypadkiem dziennikarza, dzięki któremu w dość prosty sposób można zapoznać się z podstawowymi technikami manipulacji. Polecam szczególnie śledzenie jej działalności na antenie radia Tok FM - poranne lekcje są po prostu bezcenne.

Nie będę się tu teraz specjalnie wyzłośliwiał, ale proszę tylko posłuchać nagrania z dzisiejszego poranka. Cóż za przemiły ton komentarzy, a jaka retoryka! Słuchajcie młodziaki i uczcie się, a daleko zajedziecie.

Janina Paradowska z prawdziwą wirtuozerią pokazuje tutaj w jaki sposób używając dyskretnych rozróżnień Oni vs. My można przeinaczyć i zafałszować przebieg i kontekst zdarzeń. Wystarczy oto jedno drobne wtrącenie: już nam Ktoś mówi, że nie wolno Nam rozmawiać na temat wawelskiego pochówku - aby udało się pociągnąć ten wątek w odpowiednią stronę. Paradowska nie wyjaśnia oczywiście kim są Oni - w domyśle są to Czarni Moherowi Kaczyści, ale zielone ludki nie są tu wykluczone.

Chwyt Nam zabraniają sprawdza się znakomicie, bo mało kto lubi jak mu się czegoś zabrania - co sprawia, że podświadomie identyfikujemy się z bliżej nieokreśloną grupą Nam. A nawet jeśli identyfikacja Ja należę do prześladowanego Nam wypadnie negatywnie, to gdzieś z tyłu głowy czujemy współczucie dla jakiejś pani z radia, której ktoś ogranicza wolność wypowiedzi. Nasze neurony lustrzane już zadbają bezrefleksyjne o współczucie dla ofiary.

Oczywiście podczas porannej gonitwy mało kto zadaje sobie banalne pytanie: ale o co chodzi, kto zabrania o czymś mówić skoro gadają o tym przez 40 minut?

Nieśmiało tylko przypomnę sympatykom Wielkiej Bojowniczki o Wolność Słowa, że na polecenie Adama Michnika bez szemrania usunęła niewygodne i kompromitujące fragmenty dotyczące "afery Rywina" z gotowego już wywiadu z Leszkiem Millerem...

I to by było na tyle, bo nie chcę przypadkiem znaleźć się w tłumie gęgaczy.

A muzycznie fragmencik z nie takiej starej, ale lekko już zakurzonej płyty "Remembrances" Henryka Miśkiewicza. Wybrałem aranżację tematu "Polskie Drogi" niezapomnianego Kuryla. Przy fortepianie Andrzej Jagodziński.



środa, 14 kwietnia 2010
Lech Kaczyński nigdy nie był moim ulubionym bohaterem bajki zatytułowanej "A to Polska właśnie". Tak już jakoś po prostu wyszło.

Owszem, gdzieś tam w głębi - bardziej jednak intuicyjnie niż rozumowo czułem o co Mu (i jego ugrupowaniu) chodzi w uprawianiu polityki. Rozumowo dostrzegałem jednak jak pokazowo "bracia" strzelali sami sobie w stopy i wystawiali się na strzały harcowników i dziennikarzy. O tym jednak napiszę za kilka dni.

Teraz będzie tak bardziej hmm... metafizycznie i z pewną zadumą.

Oto bowiem w sobotni ranek 10 kwietnia poczułem, że zdarzyła się śmierć niezwykła, a może nawet - tu głupie słowo, ale jedyne jakie mi przyszło do głowy - śmierć piękna.

Tak wiem i rozumiem, że to nie była śmierć jednostkowa - i pewnie trudno by mi było powiedzieć o tym pięknie komukolwiek z najbliższych tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem. Proszę więc traktować dużą część tej notki jakby odnosiła się do każdej z ofiar smoleńskiej katastrofy.

Większość z nas, żywych - nie rozumie śmierci. Wszyscy się jej lękamy, choć każdy na swój indywidualny sposób. Jedni boją się jej nagłości i pozostawienia po sobie niezamkniętych spraw. Inni boją się cierpienia, a kolejni odczuwają żal z powodu nieodwracalnej utraty możliwości korzystania z uciech świata.

Daleki jestem od uznawania przypadków za znaki - "nie ma przypadków, są tylko znaki" - tylko jak to udowodnić? Nie ma znaków, są tylko przypadki - ma dla mnie identyczną logikę. I też trudno to udowodnić. Idealna symetria. Remis. 1:1.

Dostrzegam jednak (być może znowu jest to spostrzeżenie bardziej intuicyjne niż rozumowe), że są takie przypadki i takie znaki, które odmieniają sens i kontekst wydarzeń.

Gdzieś tam, na osi czasu pojawia się taki znak i zdarza taki przypadek, dzięki którym odcinek osi z napisem "przyszłość" zmienia się nie do poznania. Tu zaszła zmiana, że nieśmiało posilę się cytatem ze starego szkolnego kajetu.

Jak mi się zdaje, właśnie znaleźliśmy się w takim momencie. Zaszła zmiana nie tylko w nas, ale i w naszym otoczeniu. Ba, ta zmiana niczym fale sejsmiczne ogarnęła pół globu zamieszkanego przez homo sapiens.

Owszem, dla większości z nich będzie to kolejny bad news is a good news - nie takie newsy już widzieli. Tsunami, 9/11, Haiti - w hierarchii tych zbiorowych nieszczęść kolejny rozbity samolot nie znajdzie się zbyt wysoko. Dlaczego jednak przy okazji smoleńskiej katastrofy przyszło mi na myśl, że ta śmierć jest na swój okrutny i bolesny sposób piękna?

Cóż, być może jest tak, że w tym popyrtanym, nieposprzątanym świecie panuje jednak jakaś logika, której istnienia możemy się ledwie nieśmiało domyślać. Może zdarzenia i miejsca, które tak wielu i tak uparcie próbowało tak długo zamilczeć, właśnie dzięki tej niepoznawalnej dla nas logice nadal będą istnieć.

Może jest tak, że ofiary w ten okrutny i bolesny dla żywych sposób dopominają się o odrobinę pamięci? Może jest tak, że przez całe lata ofiary Katynia były nie tylko ofiarami swych katów, ale też ofiarami grzechu niepamięci?

Może jest tak, że ten uparty, gburowaty, egocentryczny i kompromitujący całą postępową Polskę Prezydent Lech Kaczyński, który sporą część swej energii poświęcił na odłamywanie polskiej historii w ostatecznym rozrachunku poświęcił swoje życie za pamięć o Katyniu? Może właśnie dzięki tej zbiorowej ofierze Katyń nie będzie już mało znanym słowem kojarzącym się nielicznym z II Wojną Światową, ale stanie się ważnym, samoistnym i równoprawnym pojęciem w podręcznikach historii - obok Drezna, Ardenów, Hiroshimy i Pearl Harbor?

Niczego nie twierdzę ani nie przesądzam. Tak tylko pytam z pewną nadzieją w głosie.


A teraz coś jeszcze zapuszczę - Mazzy Star "Into dust". Hmm, właśnie sobie zdałem sprawę z tego, że dziewczyna, która zaśpiewa ma na imię Hope. Ładnie prawda?



piątek, 09 kwietnia 2010
Po raz pierwszy usłyszałem tą piosenkę lata temu w sobotniej popołudniowej audycji Piotra Kaczkowskiego. Z tego co pamiętam, to pojawiała się raz na rok gdzieś pod koniec marca.

Sideway Look to jeden z tych wielu zespołów z lat 80-tych, po których pozostał jeden czasem dwa albumy i parę singli. Trochę szkoda, że ze swoją gitarową, bezpretensjonalną muzyką utonęli we wzbierającym potoku syntetycznego new-romantic.

I powiem szczerze, że nawet teraz kiedy słucham z jakim polotem i werwą nagrali "Spring again" to myślę, że różne młodziaki szturmujące listy najczęściej ściąganych plików mogą im tylko zazdrościć.

Tagi: 80s muzyka
14:28, robertlotse
Link Komentarze (2) »
czwartek, 08 kwietnia 2010
No to fajowo...

Jónsi - gitarzysta i wokalista Sigur Ros wystąpi w Polsce w ramach krakowskiego festiwalu Sacrum Profanum 2010. 17 i 18 września w hali ocynowni Arcelor Mittal Jónsi zaprosi nas do świata muzyki, teatru i multimediów w ramach trasy Go Tour 2010. Czuję, że będzie pysznie :)


Jónsi - Go Tour 2010


Niezaznajomieni z tematem mogą zerknąć na www.jonsi.com
sobota, 03 kwietnia 2010
No po prostu aż się zachłysnąłem wielkanocną chrupką...

Piszę na Gmail'u list do B. o kalendarzach, kafelkach i słuchaniu Ravela. Ostatnia linijka wygląda jak następuje Cmoki i ściskania załączam.
Wyślij, Enter, Amen.

A tu zza krzaka wyskakuje mi takie oto googlowe okienko:

Czy miały zostać załączone pliki?
Twoja wiadomość zawiera wyrażenie „załączam”, ale nie załączono żadnych plików. Czy mimo to wysłać wiadomość?

Rozumiem, że to tak dla wygody... no ale bez przesady. Czy ja wyglądam aż na takiego matoła ze sklerozą? A pocałujcie wy mnie, no...

Nie tak dawno na UW odbyła się debata "Dlaczego głupiejemy". Wnioski dość przygnębiające, choć dla mnie to żadna nowina bo słucham co i jak ludzie mówią w kawiarniach, sklepach i tramwajach.

Uczestnicy debaty doszli do wniosku, że za częścią tego zbiorowego głupienia stoją nowoczesne technologie, dzięki którym nie musimy za bardzo myśleć co robimy...

Jakaś "mondra głowa" w Polski Radiu umieściła relację z tej debaty w dziale "Muzyka". No to ja wracam do słuchania Ravela...

ps. - nawet Blox podpowiada tagi, ciekawe tylko czemu jest tam tyle błędów?
piątek, 02 kwietnia 2010
Pięknie się ten kwiecień zaczyna... Brendan Perry w krakowskiej "Rotundzie" - czego można chcieć więcej?


Brendan Perry Live in Cracow 1.04.2010


Było wszystko co wielkie i piękne - i "Carnival is over" i wytupany na trzeci bis "Severance". Zabrakło tylko mojego ukochanego "In power we entrust the love advocated", ale za to przy "This Boy" to przeszły mnie takie ciary jakich dawno nie miałem...

Kumpela "bella ragazza" K. (rocznik hmmm... '84 ;) zachwycona tym, że Brendan zaśpiewał w sumie tak od niechcenia, a zabrzmiało to lepiej niż na płytach - no i tak to właśnie było.




Zakładki:
Bywam
Poczytuję
Podglądam
Samoróbki
Słucham
Varia




eXTReMe Tracker


statystyka