Blog > Komentarze do wpisu

Thomas Pynchon - 49 idzie pod młotek

Recenzja w jednym zdaniu? Proszę bardzo: to nie jest książka dla zwykłych ludzi.

Zawsze mam problem z lekturą tego typu książek, bo serce woła dalej, dalej, szybciej, a rozum odpowiada a daj se chłopie już z tym spokój. Finał tej dysputy zazwyczaj jest taki, że książka zostaje połknięta w jeden dzień. Muszę się szczerze przyznać do tego, że w przypadku "49 idzie pod młotek" dysputa na linii serce - rozum odbyła pierszy raz, choć było to już drugie czytanie. Pierwsze czytanie miało miejsce jakieś 10 lat temu i miało postać pewnych męczarni, bo rozum często wygrywał i książka lądowała pod wyrkiem. Widać trochę się rozwinąłem od tamtego czasu - a może to rozwinęły się moje hmm... paranoje ;)?

O samym Pynchonie w wikipedycznym biogramie można wyczytać, że to taki Yeti amerykańskiej literatury. Póki co jednym z niewielu dowodów na to, że Yeti jednak żyje jest jego występ w serialu telewizyjnym. Konkretnie w jednym z odcinków "The Simpsons" :)



Tutaj mam nieśmiały apel do Roberta Krasowskiego, Cezarego Michalskiego i innych Wielkich Dziennikarzy z "Dziennika" - po pokazowym sfajdaniu się na wycieraczkę Kataryny postarajcie się może... ustrzelić Pynchona, co? Ale fajnie by było ;)))

Trochę więcej światła na postać autora rzucić może fragment filmu "A Journey Into the Mind of P."



Co tu dużo ukrywać, kręcę tak i motam o Pynchonie, bo za mały jestem aby napisać coś sensownego o postmodernistycznej powieści ;) Gdybym napisał, że "49 idzie pod młotek" to kalejdoskop urojeń albo kryminał szkatułkowy to oddałbym ledwie 5 procent tego, czym jest ta książka.

Przez 220 stron Pynchon mknie w swojej narracji od absurdu do paradoksu, karmi czytelnika aurą groteski, wizją spisku, opisami szaleństwa, zdrady i pijaństwa. Z pełni realnego świata w dwóch zdaniach wskakuje w marihuanową wizję:

Przed telewizorem, gdzie wyświetlano filmy rysunkowe Leona Schlesingera drzemał jakiś staruszek. Po różowej, pełnej łupieżu rozpadlinie, jaką tworzył przedziałek na jego głowie spacerowała tam i sam wielka czarna mucha. Naraz do sali wpadła gruba pielęgniarka z pojemnikiem owadobójczego aerozolu i wrzasnęła na muchę, by ją spłoszyć. Cwana mucha nie chciała się ruszyć z miejsca.
- Nękasz pana Thotha - krzyczała pielęgniarka na małą istotkę.
Thoth wzdrygnął się i przebudził, strząsając muchę, a ta rozpaczliwie zanurkowała w stronę drzwi. Za nią pomknęła pielęgniarka, rozpylając truciznę.


To jeszcze nic... o to bowiem główna bohareka, Edypa Maas spotyka doktora Hilariusa, który mówi o sobie:

Gdybym był prawdziwym faszystą wybrałbym Junga, nich wahr? Tymczasem wolałem Freuda, Żyda. Freudowska wizja świata nie dopuszcza istnienia Buchenwaldu. Freud sądził, że kiedy wpuści się światło, obóz zamieni się w boisko piłkarskie, w komorach gazowych tłuste dzieci będą układały ikebanę, piece Oświęcimia przestawi się na ptifurki i torciki, a rakiety V-2 zamieni się w hoteliki dla elfów. Próbowałem w to wierzyć. Każdej nocy przez trzy godziny usiłowałem wyzbyć się snów, a przez pozostałe dwadzieścia jeden wmuszałem w siebie wiarę. Nie dość było jednak mojej pokuty. Pomimo wszystkich wysiłków przychodzą o to po mnie aniołowie śmierci.


I w takim mniej więcej klimacie podążamy za Edypą, niczym za Alicją W Krainie Czarów, spotykając listonoszy i samobójców, szukając toalet o Ś.M.I.E.T.N.I.K.A. Raz po raz zadajemy sobie pytanie "ale o co tu chodzi", które po chwili znika jednak w zapomnieniu, przegonione przez coraz to nowe, spadające na jaźń wizje i sugestie.

Thomas Pynchon - 49 idzie pod młotek


"49 idzie pod młotek" to książka, którą trzeba przeczytać na raz, w jeden dzień lub weekend. I bynajmniej raczej nie po to, żeby ją potem trawić, memłać i przeżywać. Tutaj chyba nie znajdziemy nic z tych rzeczy, chodzi raczej o samą przyjemność łechtania niektórych okolic w naszej głowie: o drażnienie ośrodka poczucia humoru, drażnienie ośrodka zdziwienia i poczucia dysonansu.

Powieść Pynchon'a stymuluje wyobraźnię i zmysł irracjonalności niczym film, który mógliby nakręcić chyba tylko Pythoni do spółki z Davidem Lynchem ;)

Wznowinie "49 idzie pod młotek" ukazało się niedawno nakładem Wydawnictwa Literackiego.

No... a na koniec... coś normalnego - tak na Dzień Dziecka :)
Wygrzebałem z otchłani swojego ipoda fragmencik koncertu jaki dał Kazik & Kult świętując w "Trójce" 25 lat swojej radosnej działalności. Na koniec zagrali taki oto medley: Polska, Konsument, Wolność i Krew Boga. A tutaj galeria z fotkami ;)


poniedziałek, 01 czerwca 2009, robertlotse

Komentarze
2009/06/02 11:10:48
Twoj wpis, to dla mnie prawdziwa uczta dla oka i ucha :)
sa takie ksiazki, ktore po latach na nowo odkrywamy, sa tez takie, ktore sie ciagle czyta i sie nie nudza, dzieki temu wpisowi nabede w sierpniu te ksiazke, ale przeczytam dopiero tutaj, po powrocie, jestem ciekawa czy zdzierze ;)
-
2009/06/02 13:02:59
Dzięks :)
Podobno to jest najbardziej przystępny Pynchon - ja rozglądam się za następnym, żeby przetestować własną wytrzymałość na ten kche kche... postmodernizm :)
-
omm
2009/06/03 19:17:14
Powiem tak, nie cierpię kryminałów poza Chmielewską, ale Pynchon to nie kryminał, nie cierpię manipulacji, ale Pynchon robi to elegancko ;)
Nie jest to książka dla sercowców i pseudointeligentów.
Sam Pynchon jako osobowość, prawie jak wino. Im starszy tym lepszy, dokładnie jak jego twórczość. Mason i Dixon równie łechtająca ;)
Ja żałuję, że w Polsce wydano tylko trzy jego powieści. Wolę jednak po polsku go czytać, przez specyfikę humoru jakim się posługuje, ach fajnie że o nim wspomniałeś.
-
Gość: m, nat-b2-109.tsi.tychy.pl
2009/08/10 12:40:45
bardzo ciekawa recenzja, pozwoliłem sobie podlinkować twoją ją na stronie teczagrawitacji.ovh.org/
-
2009/08/11 12:25:27
Dzięx! Bardzo ciekawa strona ;)
-
Gość: max_aue, 213.108.152.20*
2010/08/29 18:54:51
Jak mogą się ludziom takie gówna podobać. Piętrzenie bełkotliwego absurdu nie wywołuje żadnej reakcji poza bezbrzeżną nudą. Odpuściłem czytanie tego bełkotu po 60 stronach. Na obwolucie było napisane, że książka wzbudza niepohamowane ataki śmiechu. U mnie wzbudziła tylko niepohamowane ataki ziewania. Świat, w którym wszystko jest możliwe jest światem, w którym wszystko jest zbędne. To co jest zbędne, nie jest w stanie zaangażować emocjonalnie. A literatura nie angażująca emocjonalnie jest upiornie nudna. Nuda tych książek - to jest główna wada Pynchonowskich popierdywań literackich. Dla snobujących się frajerów z nadmiarem wolnego czasu.
-
2010/09/16 11:04:34
@ Max_aue: To taka konwencja. Po prostu.
Coś jak Pasolini, Tarantino czy Coenowie.

"Świat, w którym wszystko jest możliwe jest światem, w którym wszystko jest zbędne."
Bardzo trafny pogląd! Sam dostrzegam ile rzeczy stało mi się ostatnio zbędnych ;)

"A literatura nie angażująca emocjonalnie jest upiornie nudna."
No ale Twoja negatywna emocja to też przejaw zaangażowania i to jak widzę całkiem sporego ;)

Pozdro!




eXTReMe Tracker


statystyka